(Minghui.org) Pozdrowienia dla szanownego Mistrza. Pozdrowienia dla współpraktykujących.

Urodziłem się w Kanadzie i zacząłem praktykować Falun Dafa wraz z rodziną, gdy byłem jeszcze małym dzieckiem. Chciałbym podzielić się kilkoma doświadczeniami z czasów gimnazjum i szkoły średniej, dotyczącymi promowania Shen Yun wśród moich rówieśników. Choć sama sytuacja może wydawać się błaha, refleksja nad nią pomogła mi dostrzec wiele moich przywiązań i doskonalić się pod kierunkiem Fa.

Nie zachowałem spokoju, gdy mnie wyśmiewano

W ostatniej klasie gimnazjum spotkałem się ze znaczną wrogością ze strony niektórych chińskich uczniów z zagranicy. Kiedy mówiłem o Falun Dafa, Shen Yun czy prześladowaniach w Chinach, niektórzy uczniowie powtarzali propagandę Komunistycznej Partii Chin (KPCh), którą im wpajano. Wyśmiewali mnie i oskarżali o propagowanie niebezpiecznych, fanatycznych czy wręcz „schizofrenicznych” poglądów.

Byłem jeszcze bardzo młody i nie miałem dojrzałego zrozumienia, jak mądrze wyjaśniać prawdę. Gdy jeden z uczniów otwarcie obraził Mistrza i Dafa, wpadłem w silne wzburzenie. Wierząc, że bronię Dafa i wypełniam swój obowiązek jako dumny praktykujący, głośno wszedłem z nim w konfrontację i próbowałem siłą udowodnić mu błąd. Jednak im bardziej ulegałem emocjom, tym bardziej on się śmiał; widząc, że trafił w mój „słaby punkt”, posuwał się jeszcze dalej i pisał coraz bardziej odrażające, zniekształcone słowa, szkalując Mistrza i Dafa.

Czułem frustrację i porażkę. Dopiero znacznie później, gdy zacząłem zaglądać do wewnątrz siebie, zrozumiałem, że moje własne zachowanie dolewało oliwy do ognia. Jego czyny były niewłaściwe, ale to moje wzburzenie, duch rywalizacji i przywiązanie do własnej racji dawały mu okazję do kontynuowania ataków. Zamiast obudzić jego sumienie, moja emocjonalna reakcja utwierdzała go w przekonaniu, że jestem osobą nieracjonalną i nastawioną konfrontacyjnie.

Żywiłem też urazę do niektórych chińskich uczniów. Uważałem ich za ludzi o wąskich horyzontach, nierozsądnych lub celowo złośliwych. Nie zawsze pamiętałem, że wielu ludzi z Chin kontynentalnych od dzieciństwa było poddawanych wpływowi propagandy KPCh.

Jeśli klasyfikowałem kogoś jako „wroga”, oznaczało to, że kierowałem się mentalnością zwykłego człowieka. Wówczas w moich słowach naturalnie pobrzmiewała postawa obronna i ostra wrogość. Przestawałem myśleć o tym, jak wydobyć z tej osoby to, co dobre. Zamiast tego szykowałem się, by ją pokonać, zdemaskować, zawstydzić lub uciszyć.

Mistrz powiedział:

„Bycie niewzruszonym na te stojące przed nimi praktyczne korzyści, radzenie sobie z tym wszystkim z uśmiechem na twarzy, gdy trafia się na złość i nienawiść, oraz szukanie pośród konfliktów swoich własnych błędów – są to rzeczy, których zwykli ludzie nie potrafią robić. Faktem jest, że gdy przechodzicie przez te testy, jest to bolesne” (Nauczanie Fa na konferencji na Środkowym Zachodzie USA)

Dążenie do uznania

Gdy byłem w ósmej klasie, poznałem grupę uczniów z klasy dziewiątej. W tamtym czasie akceptacja ze strony starszych uczniów wydawała mi się czymś ekscytującym i ważnym. Czasami przynosili nam po szkole herbatę bąbelkową (bubble tea) lub jedzenie z McDonald’sa, a te drobne gesty zdawały się podnosić nasz status towarzyski. W rzeczywistości bardzo zależało mi na ich opinii. Chciałem uchodzić za osobę dojrzałą, interesującą i godną przyjęcia do ich grona.

Dzięki jednej z bliskich koleżanek z naszej grupy poznałem ucznia dziewiątej klasy; przedstawiła go jako osobę o zdecydowanych poglądach, pochodzącą z Pekinu i szczególnie zainteresowaną polityką. Był inteligentny, osiągał świetne wyniki w nauce i biegle posługiwał się terminologią polityczną oraz językiem debaty. Początkowo wydawało się, że zajmuje neutralne, a nawet nieco przychylne stanowisko wobec Falun Dafa.

Z czasem jednak stało się jasne, że jego pozorna neutralność była formą drwiny. W rozmowach dawał do zrozumienia, że wie o manipulowaniu informacjami przez KPCh oraz o inscenizowaniu czy zniekształcaniu wydarzeń w celu oczerniania Falun Gong. Mimo to świadomie posługiwał się partyjną retoryką, by atakować praktykujących.

Czułem się całkowicie nieprzygotowany i nie wiedziałem, jak zareagować. Jego zasób słownictwa i pewność siebie mnie przytłaczały. Czułem, że dyskusja z nim nie ma sensu, a jednak moje spokojne wyjaśnienia były zbywane, zanim jeszcze zdążyłem skończyć wypowiedź. Nikt z pozostałych uczniów w grupie nie stanął w mojej obronie; niektórzy wręcz przyłączali się do niego, by mnie atakować i zaganiać w kozi róg swoimi argumentami.

Zamiast zachować spokój i godność, pozwoliłem sobie na zdenerwowanie i irracjonalne zachowanie. W tamtych chwilach nie wyjaśniałem prawdy – raczej mściłem się na ludziach, którzy urazili moją dumę. Zachowując się w ten sposób, niekiedy zdawałem się potwierdzać właśnie te kłamstwa, które wykorzystywano do szkalowania praktykujących.

Czasami popadałem w drugą skrajność. Próbowałem włączać się w zwyczajne, luźne rozmowy grupy i zachowywać się tak, jakby nic nie miało znaczenia, mając nadzieję, że z czasem zapomną o wizerunku, jaki sobie na mój temat wyrobili. W ten sposób zdarzało mi się zapominać, że jestem praktykującym. Zamiast pozostać szczerym i prawym, dostosowywałem się do tego, co – jak sądziłem – pozwoliłoby im mnie zaakceptować.

W pewnym momencie wydawało się, że złagodniał. Powiedział, że zainteresował się zgłębianiem religii, w tym Falun Dafa, i zapytał, czy mógłby otrzymać egzemplarz Zhuan Falun. Poczułem ekscytację. Wręczyłem mu książkę z wielkim entuzjazmem, a nawet starannie ją zapakowałem.

Później jednak opublikował on obszerny, zjadliwy tekst krytykujący Zhuan Falun i Falun Dafa. Artykuł był imponująco skonstruowany i napisany profesjonalnym językiem – widać było, że autor poświęcił mnóstwo czasu i wysiłku na jego przygotowanie – jednak zawarte w nim wnioski opierały się na rażących przekłamaniach i błędnych interpretacjach. Przywoływał fragmenty, w których Mistrz omawia nadprzyrodzone zdolności oraz opisuje likwidację istoty przypominającej węża, której dolna część ciała rozpuściła się w wodzie. Autor wyrwał te treści z szerszego kontekstu kultywacji, potraktował je jako odizolowane, dosłowne twierdzenia mające na celu podniesienie renomy Falun Dafa i wykorzystał je, by przedstawić praktykę jako oszustwo.

Zerwałem z nim kontakt. Przez długi czas głęboko żałowałem, że dałem mu tę książkę i poświęciłem tyle czasu na próbę zmiany jego nastawienia. Czułem, że poniosłem porażkę – zamiast tego dostarczyłem mu jedynie kolejnych materiałów do atakowania Dafa.

Później, dzięki studiowaniu Fa, spojrzałem na tę sprawę inaczej. Samo w sobie umożliwienie komuś przeczytania Fa nie było czymś złym. Musiałem natomiast przyjrzeć się ludzkiemu przywiązaniu, które wkradło się w moje działania. Ekscytowała mnie myśl, że w końcu uda mi się go „przekonać”. Chciałem, by jego zmiana zdania stanowiła dowód na to, że mój wysiłek miał sens. Gdy zamiast tego wykorzystał książkę do kolejnego ataku, poczułem się osobiście pokonany. W całym tym procesie zbyt dużą wagę przywiązywałem do zmiany jego postawy, a niemal żadnej – do własnej kultywacji.

Z czasem zrozumiałem, że wyjaśnianie prawdy nie jest zwykłą dyskusją czy sporem. Celem nie jest pokonanie rozmówcy w argumentacji. Nie chodzi o to, by popisywać się wiedzą ani by zmusić drugą osobę do przyznania nam racji. Celem jest pomoc ludziom w odróżnieniu dobra od zła oraz danie im szansy na wybór lepszej przyszłości. Gdyby moje serce było przepełnione urazą, strachem, duchem rywalizacji czy chęcią ochrony własnej reputacji, wówczas nawet trafne słowa mogłyby nie nieść ze sobą tej czystości i współczucia, jakie powinny.

Promowanie Shen Yun w szkole średniej

Po rozpoczęciu nauki w szkole średniej dołączyłem do szkolnego zespołu muzycznego i chóru koncertowego; otoczenie to wydawało się nowym początkiem. Chińscy uczniowie, którzy wcześniej ze mnie szydzili, albo zniknęli z mojego otoczenia, albo przestali zwracać większą uwagę na to, co robię. Czułem, jakby część ciążącej na mnie presji ustąpiła. Udostępniałem w mediach społecznościowych posty i relacje promujące Shen Yun. Opowiadałem ludziom o występach i pytałem nauczycieli, czy mogę rozwiesić plakaty na terenie szkoły.

Mój entuzjazm był wówczas szczery. Jednak z perspektywy czasu widzę, że momentami mieszał się on z pewną nadgorliwością. Bardzo zależało mi na tym, by ludzie zobaczyli ten spektakl. Chciałem, żeby od razu zrozumieli jego przesłanie. Czasami wierzyłem, że jeśli tylko wystarczająco dużo wyjaśnię, będę mówić z odpowiednią pasją lub wielokrotnie powtórzę informacje, uda mi się ich przekonać.

Podczas pierwszych lat w szkolnym zespole muzycznym zaprzyjaźniłem się z uczennicą ostatniej klasy, która śpiewała w chórze koncertowym i była utalentowaną wokalistką oraz muzykiem. Zawsze okazywała mi życzliwość i ciepło. Połączyła nas wspólna pasja do śpiewu, występów i muzyki.

Pewnego dnia przesłałem jej reklamę Shen Yun. W przeciwieństwie do innych moich działań, nie przygotowałem wówczas długich wyjaśnień. Nie miałam też wygórowanych oczekiwań. Wysłałem wiadomość dość swobodnie – tak, jakbym po prostu przekazywał informację i pozostawiał jej decyzję.

Ku mojemu zaskoczeniu, zareagowała niemal natychmiast i z wielkim entuzjazmem. Powiedziała: „Kupiłam bilety dla siebie i dla mamy!”. Jej reakcja bardzo mnie zdumiała. Zazwyczaj czułem, że muszę długo tłumaczyć, czym jest Shen Yun, zanim ktoś wykaże zainteresowanie. Czasami nawet po długiej rozmowie ludzie i tak nie decydowali się na udział w spektaklu. Tymczasem ta koleżanka nie potrzebowała długich namów. Po prostu zobaczyła informację i postanowiła pójść na występ.

Początkowo czułem ogromną ekscytację. Część mnie zaczęła myśleć: „Udało mi się przekonać kogoś do obejrzenia Shen Yun”. Gdy jednak uświadomiłem sobie tę myśl, zrozumiałem, że przypisuję sobie zasługi za coś, w co właściwie nie włożyłem większego wysiłku. Przecież tylko przesłałem wiadomość. Z pewnością nie wynikało to z tego, że moje wyjaśnienie było szczególnie elokwentne. Ledwie cokolwiek wyjaśniłem.

To pomogło mi dostrzec, że wiele spraw mogło być już wcześniej zaplanowanych. Być może ta część jej samej, która była gotowa na zrozumienie prawdy, czekała właśnie na taką okazję. Zrozumiałem, że rola praktykującego polega czasem jedynie na otwarciu drzwi. To, czy dana osoba przez nie przejdzie, może zależeć od wielu czynników, których nie jesteśmy w stanie dostrzec.

Po obejrzeniu przedstawienia wraz z matką, zarówno osobiście mi o tym powiedziała, jak i zamieściła relację w mediach społecznościowych, w której wyraziła swoje głębokie poruszenie. Była pod wrażeniem połączenia elementów tragicznych i komicznych oraz obecności współczucia i życzliwości w spektaklu. Jako osoba zawodowo zajmująca się śpiewem, sztukami wizualnymi i muzyką, szczególnie doceniła kunszt artystyczny widowiska. Jednak tym, co najbardziej zapadło jej w pamięć, nie była jedynie techniczna doskonałość wykonania; czuła, że przedstawienie niesie ze sobą przesłanie moralne i duchowe. Z entuzjazmem wypowiadała się o kolorach. Stwierdziła nawet, że barwy na scenie były jeszcze bardziej olśniewające i piękne niż te prezentowane w materiałach reklamowych.

Powiedziała mi, że zgadza się z treścią utworów, w których wskazano, iż ateizm i teoria ewolucji to doktryny mogące utrudniać ludziom wiarę w Niebo i sferę boską. Nie postrzegała wiary jako czegoś zacofanego czy nieracjonalnego. Uważała ją raczej za coś pięknego, co może dawać ludziom pocieszenie, poczucie sensu i siłę moralną. Szczególnie poruszyła ją scena finałowa, w której ludzki świat zostaje przytłoczony przez kataklizmy, choroby, niepokoje polityczne, przemoc i chaos, a nadciągająca ogromna fala zagraża wszystkiemu – jednak ludzie wierzący i życzliwi zostają ocaleni przez Boga.

Zauważyła, że przesłanie to ma charakter uniwersalny. Nie miało znaczenia, czy ktoś był Chińczykiem, Filipińczykiem, Koreańczykiem czy Kanadyjczykiem, ani czy był muzułmaninem, chrześcijaninem, buddystą czy też wywodził się z innego kręgu kulturowego. Tęsknota za dobrem i życzliwością pośród okrucieństwa i egoizmu, a także współczucie, nadzieja i więź z tym, co boskie – to wartości zrozumiałe dla ludzi wielu kultur.

Jej słowa poruszyły mnie i skłoniły do pewnej refleksji. Wcześniej, promując Shen Yun, często skupiałem się na tym, jak najlepiej wyjaśnić istotę tego widowiska. Martwiłem się, czy dobieram właściwe słowa i czy potrafię odeprzeć wszelkie ewentualne zarzuty. Tymczasem moja znajoma zrozumiała wiele głębokich kwestii bezpośrednio z samego spektaklu, a nie z moich wyjaśnień. Zrozumiałem, że siła Shen Yun nie zależy od tego, czy potrafię je perfekcyjnie opisać. Moją rolą było jedynie umożliwienie jej zetknięcia się z tym wydarzeniem.

Po spektaklu niektórzy jej znajomi krytykowali ją za to, że zdecydowała się go obejrzeć. Dawniej słyszenie takich opinii natychmiast budziło we mnie silne emocje. Jednak moja przyjaciółka nie ulegała bezkrytycznie zdaniu otoczenia. Powiedziała mi, że uważa ich komentarze za niepoparte wiedzą, nadmiernie uproszczone, a wręcz obraźliwe w świetle tego, czego sama była świadkiem. Nie widzieli oni przedstawienia. Nie poświęcili czasu, by je zrozumieć. Ona zaś ufała własnym odczuciom.

Zauważyłem też, że zwykli ludzie potrafią wykazać się godną podziwu odwagą. Potrafiła ona trwać przy tym, co naprawdę czuła, nawet gdy jej znajomi mieli odmienne zdanie. Skłoniło mnie to do refleksji: czy ja, jako praktykujący, potrafiłbym zachować równie duży spokój w obliczu krytyki?

Jakiś czas po obejrzeniu występu Shen Yun przyjaciółka opowiedziała mi o niezwykłym śnie. Czuła w nim, że znajduje się w scenerii przypominającej początek przedstawienia Shen Yun. Miała na sobie tradycyjny chiński strój i stała we wspaniałej, niebiańskiej krainie. Przypomniała sobie, że złożyła Stwórcy ślubowanie, iż zstąpi do świata ludzi.

Ponieważ nie była praktykującą i nie rozumiała zasad kultywacji tak jak ja, próbowała opisać to doświadczenie własnymi słowami. Widziała też znajomego pianistę-akompaniatora, którego oboje znaliśmy z chóru koncertowego. We śnie stał obok niej, ubrany w czerwony, tradycyjny chiński strój z długimi rękawami. Następnie zaczęła zstępować. Czuła, jak przemieszcza się w dół przez różne poziomy, aż w końcu dotarła do miejsca przypominającego starożytny chiński dwór cesarski.

Z perspektywy mojego rozumienia kultywacji, jej doświadczenie uświadomiło mi, że więzi ludzi z Dafa mogą być znacznie głębsze, niż wskazywałby na to powierzchowny obraz sytuacji. Jednak zamiast ekscytować się samym snem, uznałem, że ważniejsze jest pytanie: czy wypełniłem swoje zobowiązanie z czystym sercem?

Dwoje przyjaciele oglądają Shen Yun

Kolejne doświadczenie wiązało się z moimi dwojgiem najbliższych przyjaciół. Jednym z nich był moim najlepszym przyjacielem od szóstej klasy. Drugą poznałem w ósmej klasie. Niemal natychmiast bardzo się zżyliśmy i z czasem zaczęliśmy traktować się jak rodzeństwo, a nie tylko przyjaciele. Inna nasza znajoma zorganizowała w bibliotece grupę korepetycyjną z matematyki. Narzekaliśmy na konieczność chodzenia na te zajęcia, a jednak w drodze tam często się śmialiśmy i w głębi ducha lubiliśmy tę rutynę.

Później przyjaciółka powiedziała mi, że ceni moje prostsze i bardziej beztroskie podejście do życia. Uważała, że podczas gdy w innych kręgach towarzyskich dominowały plotki, kłótnie i przekonanie, iż trzeba nieustannie „walczyć o swoje”, ja częściej dostrzegałem pozytywne strony sytuacji. Jej słowa sprawiły mi radość, ale jednocześnie ujawniły kolejne przywiązanie. Lubiłem być postrzegany jako życzliwy, nieskomplikowany i stosunkowo nieskazitelny przyjaciel. Byłem przywiązany nie tylko do samej popularności, ale także do wizerunku osoby, która stoi ponad nią. Zamiast pragnąć podziwu za bycie modny czy wpływowy, chciałem być podziwiany za beztroskę i silne zasady moralne. Ten wizerunek brzmiał lepiej, ale wciąż pozostawał tylko wizerunkiem.

W końcu zaprosiłem ich oboje na spektakl Shen Yun. Mój wieloletni przyjaciel chciał dowiedzieć się, skąd bierze się to całe poruszenie, ponieważ często mówiłem o Shen Yun i opisywałem, jak niezwykłe było to dla mnie przeżycie. Był moim najlepszym przyjacielem i sądzę, że częściowo kierowała nim ciekawość – chciał zrozumieć, dlaczego ten występ miał dla mnie tak wielkie znaczenie. Druga bliska mi osoba cieszyła się na myśl o udziale w wielkim przedstawieniu teatralnym. Nie mogła się doczekać założenia eleganckiej sukni, starannego makijażu i spędzenia wykwintnego wieczoru w teatrze – co było naturalne dla nastolatków.

Jako uczniowie pierwszej klasy szkoły średniej nie mieli wystarczająco dużo pieniędzy, by pokryć pełny koszt biletów. Moi rodzice zaproponowali, że będą mi płacić dziesięć dolarów za każdą lekcję gry na pianinie, jakiej udzielę mojemu młodszemu bratu. Natychmiast postanowiłem, że będę go uczyć codziennie przez cały tydzień. Dzięki temu mogłem zarobić dość pieniędzy, by opłacić znaczną część kosztów biletów dla obojga przyjaciół. W mojej gotowości do podjęcia tego wysiłku było coś szczerego. Chciałem, aby moi przyjaciele zetknęli się z czymś wyjątkowym, i byłem gotowy poświęcić swój czas oraz pieniądze.

Jednak zaglądając do wewnątrz siebie, dostrzegłem, że ta szczerość mieszała się z innym przywiązaniem: chciałem też być osobą, której udało się skutecznie namówić ich na wyjście na Shen Yun. W mojej wyobraźni zdążyłem już nakreślić oczekiwany scenariusz. Wyobrażałem sobie, jak oglądają spektakl, są nim zachwyceni i później przyznają mi rację, mówiąc, jak wspaniałe było to przedstawienie. Ich reakcja nie tylko potwierdziłaby w ich oczach wartość Shen Yun, ale także utwierdziłaby mnie w przekonaniu o słuszności mojego osądu, gustu i wytrwałości, a także umocniłaby mój wizerunek osoby, która wprowadziła ich w ten świat.

Problem nie tkwił w samym działaniu, jakim było zarabianie pieniędzy na bilety. Kwestią było to, czy potrafię podjąć wysiłek, nie wiążąc swojego ego z wynikiem działań.

Gdy częściowo rozwiązano problemy finansowe, pojawiła się kolejna przeszkoda. Rodzice mojej przyjaciółki byli bardzo surowi. Z ich punktu widzenia zgoda na to, by nastoletnia córka wyszła wieczorem z dwoma chłopcami, była nie do przyjęcia – niezależnie od tego, jak bardzo sami uważaliśmy się za osoby godne zaufania.

Gdy tylko o tym usłyszałem, znów poczułem, że muszę osobiście rozwiązać ten problem. Zaproponowałem, że porozmawiam bezpośrednio z jej rodzicami i przekonam ich, że jesteśmy odpowiedzialni. W pewnym momencie nawet żartobliwie zasugerowałem, by powiedziała rodzicom, że jestem gejem (choć nim nie byłem) – miało to sprawić, że nie postrzegaliby mnie jako potencjalnego kandydata na partnera; tak bardzo zależało mi na tym, by zabrać ją na występ Shen Yun. Z perspektywy czasu widzę, że ta myśl ukazała, jak daleko zaprowadziło mnie przywiązanie do osiągnięcia upragnionego celu. Byłem gotów zasugerować nieprawdę, by zrealizować to, co uważałem za słuszne i dobre przedsięwzięcie. Jednak czy działanie mające pomóc komuś zetknąć się z Shen Yun mogło opierać się na czymś sprzecznym z zasadą Prawdziwości?

Uświadomiło mi to, że pozornie słuszny cel nie czyni automatycznie każdej metody działania słuszną. Gdy przywiązuję się do wyników, mogę zacząć racjonalizować niewłaściwe postępowanie: „To służy ratowaniu kogoś, więc nie ma znaczenia, w jaki sposób to osiągnę”. Tymczasem kultywacja wymaga przyjrzenia się własnemu sercu i stosowanym środkom, a nie tylko zamierzonemu celowi.

Przez pewien czas wydawało się, że wszystkie moje plany kończą się niepowodzeniem. Każde rozwiązanie, które wymyślałem, rodziło kolejną przeszkodę. W końcu zdałem sobie sprawę, że ogarnął mnie silny niepokój. Chciałem móc powiedzieć, że dzięki własnym staraniom przyprowadziłem dwie osoby spoza kręgu praktykujących na występ Shen Yun.

Pod moim entuzjazmem kryło się pragnienie potwierdzenia własnej wartości. Mistrz powiedział: „...”naturalne posiadanie bez pożądania „” (Wykład w Sydney).

Wierzyłem, że odpowiednie planowanie, perswazja, praca i wywieranie nacisku zagwarantują sukces. Oczywiście nadal musiałem podejmować szczere wysiłki. Odpuszczenie nie oznaczało bierności czy obojętności. Jednak po zrobieniu tego, co rozsądnie mogłem zrobić, musiałem porzucić niepokój, chęć kontrolowania wszystkich zaangażowanych osób oraz oczekiwanie, że wydarzenia potoczą się zgodnie z moim planem. Pomagając w promocji Shen Yun przy stoisku z biletami w centrum handlowym, często spotykałem osoby, których nie dało się od razu przekonać za pomocą jakichkolwiek technik sprzedażowych. W takich chwilach – oprócz szczerego i profesjonalnego opowiadania o spektaklu – intensywnie wysyłałem prawe myśli.

Zrozumiałem, że wysyłanie prawych myśli nie jest jakąś nadprzyrodzoną techniką perswazji, mającą zmusić drugą osobę do wysłuchania mnie. Nie powinienem też praktykować ich, żywiąc jednocześnie ukryte przekonanie: „Ta osoba musi zrobić to, czego ja chcę”. Zamiast tego starałem się uspokoić, wyciszyć wewnętrzny zamęt i szczerze życzyć, by świadoma część tej osoby miała szansę dostrzec wyjątkowość tego, z czym się zetknęła.

Zacząłem wysyłać prawe myśli, nie próbując narzucać konkretnego rezultatu. Starałem się porzucić przekonanie, że to ja muszę być tą osobą, która doprowadzi do realizacji zamierzonego celu. Przypominałem sobie, że moi przyjaciele nie są trofeami świadczącymi o sukcesie moich działań na rzecz wyjaśniania prawdy. Byli niezależnymi ludźmi, dokonującymi własnych wyborów i podążającymi własnymi ścieżkami w określonych okolicznościach życiowych.

Nie potrafię z całą pewnością stwierdzić, co zmieniło się w nastawieniu jej rodziców ani dlaczego tak się stało. Wiem tylko, że gdy stopniowo się uspokoiłem i przestałem forsować tę sprawę, rodzice ostatecznie pozwolili jej wziąć udział w wydarzeniu. Z mojej ograniczonej perspektywy mogłem jedynie odczuwać wdzięczność, że okoliczności zmieniły się po tym, jak skorygowałem własne nastawienie.

Ostatecznie oboje moi przyjaciele obejrzeli występ Shen Yun.

Dopiero później w pełni doceniłem znaczenie momentu, w którym zdecydowali się na udział w spektaklu. W naszym pokoleniu i kręgach towarzyskich krążyło wówczas wiele wrogich zarzutów pod adresem Shen Yun. Stwierdzenie „Shen Yun to sekta” zaczęło funkcjonować niemal jak dogmat. Niektórzy powtarzali to od niechcenia, tak jakby ta etykieta rozstrzygała wszelkie wątpliwości i czyniła osobiste zapoznanie się ze sprawą zbędnym.

Poruszyło mnie to, że moja bliska przyjaciółka nie poczuła zażenowania ani nie zdystansowała się od tego doświadczenia. Powiedziała, że przesłanie spektaklu głęboko do niej przemówiło. Odebrała artystów jako życzliwych ludzi, którzy doświadczyli prześladowań, a teraz pragnęli wyrazić swoją wiarę i ocalić piękno tradycyjnej kultury we współczesnym świecie. Opisała występ w oparciu o własne, osobiste odczucia i zrozumienie.

Jednak najbardziej zdumiewająca zmiana zaszła u mojego wieloletniego przyjaciela. W czasach gimnazjum, gdy uczniowie atakowali Falun Dafa i Shen Yun, bał się on opowiedzieć po którejkolwiek ze stron. Choć był moim najlepszym przyjacielem, nie odważył się publicznie bronić Dafa. W tamtym okresie jego postawa czasem mnie rozczarowywała. Ponieważ był mi tak bliski, podświadomie oczekiwałem, że będzie mnie wspierał. Mylnie utożsamiałem osobistą lojalność z prawdziwym zrozumieniem prawdy. Później natknąłem się na sekcję komentarzy pod wpisem zawierającym zarzuty wobec Shen Yun. Zauważyłem, że mój wieloletni przyjaciel stanął w obronie Shen Yun i praktykujących Falun Dafa. Zaskoczyło mnie to, że nie było mnie wtedy w pobliżu. Nie wiedział, że zobaczę jego komentarz. Wyjaśnił, że sam obejrzał przedstawienie, że płynące z niego przesłanie jest pokojowe, a zarzuty określające grupę mianem sekty wynikają z braku wiedzy.

W gimnazjum niechętnie zajmował stanowisko, nawet gdy stałem u jego boku. Teraz, pod moją nieobecność, dobrowolnie wypowiadał się zgodnie z własnym sumieniem. Poruszyło mnie to znacznie bardziej, niż gdyby bronił mnie w trakcie kłótni tylko dlatego, że byłem jego najlepszym przyjacielem. Ta zmiana była jego własną.

Jednak szczerego wyboru człowieka nie da się wymusić przyjaźnią, emocjonalnym zobowiązaniem czy presją. Postawa mojego przyjaciela miała tak wielkie znaczenie właśnie dlatego, że nie prosiłem go o taką reakcję. Pojawiła się ona pod moją nieobecność, gdy nie było żadnej społecznej korzyści z przypodobania się mnie.

Uwagi końcowe

Wyjaśnianie prawdy powinno być racjonalne, mądre i pełne współczucia. Nie powinno wiązać się z urazą wobec tych, którzy źle rozumieją przekaz, niepokojem wobec wahających się ani pychą wobec tych, którzy wyrażają uznanie i akceptację.

Te doświadczenia pomogły mi dostrzec moje przywiązania do reputacji, społecznej akceptacji, chęci posiadania racji, bycia chwalonym oraz oczekiwania natychmiastowych rezultatów. Jestem wdzięczny, że moi przyjaciele mieli okazję obejrzeć Shen Yun i wyrobić sobie własne zdanie.

Jestem również wdzięczny, że te doświadczenia ujawniły we mnie tak wiele przywiązań. Mam nadzieję, że w przyszłości będę wyjaśniał prawdę z większą pokorą, mądrością i współczuciem, pamiętając jednocześnie, że proces ratowania czujących istot jest również procesem mojego własnego doskonalenia.

Z niedojrzałego i naiwnego młodego praktykującego stopniowo stałem się młodym praktykującym Dafa, który bardziej dojrzale rozumie istotę doskonalenia.

Jestem głęboko wdzięczny Mistrzowi za Jego pełną współczucia ochronę i opiekę na każdym kroku tej drogi. Powyższy tekst stanowi wyraz mojego zrozumienia na obecnym poziomie. Proszę o życzliwe wskazanie wszelkich kwestii wymagających poprawy.

(Artykuł wybrany z konferencji Falun Dafa Fahui w Vancouver w 2026 roku)

Tekst tłumaczony z wersji anglojęzycznej na stronie en.minghui.org z dnia 09.09.2026 r.