(Minghui.org) Chciałabym podzielić się niektórymi swoimi doświadczeniami po ponad 20 latach kultywowania Falun Dafa.
Dorastanie w atmosferze strachu
Urodziłam się w latach 50. XX wieku. Mój ojciec pracował jako urzędnik państwowy, dopóki Komunistyczna Partia Chin (KPCh) nie uznała go za prawicowca i nie wysłała do obozu pracy, gdy miał 29 lat. Miałam wtedy zaledwie dwa lata, a moja matka nosiła w ciąży mojego młodszego brata. Podczas pobytu ojca w obozie pracy matka i ja zamieszkałyśmy u mojego dziadka ze strony matki w mieście Chengde w prowincji Hebei. Aby utrzymać rodzinę, matka znalazła pracę.
Przed zakończeniem pobytu w obozie pracy mój ojciec powiedział: „W moim rodzinnym mieście ludziom nie starcza jedzenia”. Tylko z powodu tych słów władze przedłużyły jego pobyt w obozie pracy. Zobaczyłam ojca dopiero pięć lat później. Mniej więcej w tym czasie naszą rodzinę wysłano na wieś na obrzeżach prowincji Liaoning. Aby nasza rodzina mogła się ponownie połączyć, matka zrezygnowała z pracy w Chengde.
Nasze spokojne życie rodzinne nie trwało długo. Wkrótce mojego ojca uznano za „kontrrewolucjonistę” i poddawano publicznym sesjom potępienia i bicia. Napiętnowani jako „potomstwo psa”, mój brat i ja żyliśmy w warunkach ciągłej dyskryminacji. Zimą koledzy mojego brata używali haków do pieca, rozgrzanych do czerwoności w domowych piecach, aby przypalać jego watowane ubranie i twarz, mówiąc: „Zobaczymy, czy będziesz się teraz dobrze zachowywał, mały łobuzie”.
Mój dziadek ze strony ojca został uznany za obszarnika podczas Ruchu Czterech Czystek [kampanii przeciwko obszarnikom i wrogom klasowym]. Rodzinę eksmitowano z jej domu i zmuszono do zamieszkania w małym glinianym domku o powierzchni mniejszej niż 10 metrów kwadratowych. Kiedy w 1966 roku rozpoczęła się rewolucja kulturalna, rodzina mojego dziadka ponownie stała się celem prześladowań. Mojego dziadka i kilka innych osób, które zostały podobnie napiętnowane, bito codziennie. Mój dziadek później zmarł w wyniku tego znęcania się.
Mój dziadek ze strony matki przed utworzeniem Chińskiej Republiki Ludowej posiadał fabrykę w Chengde. Po przejęciu władzy przez KPCh został zmuszony do przekazania fabryki państwu. Mimo że miał już ponad 70 lat, podczas rewolucji kulturalnej codziennie poddawano go publicznym sesjom potępienia i bicia, a jednocześnie nadal pracował w fabryce przy myciu tkaniny olejoodpornej. W końcu zachorował, a moja matka zabrała mojego młodszego brata i pojechała się nim opiekować, pozostawiając mnie i ojca.
W tamtych latach mój ojciec był zmuszany niemal każdej nocy uczestniczyć w publicznych sesjach potępienia i bicia. Bałam się zostawać sama w domu, więc często towarzyszyłam mu podczas tych sesji. Widziałam siedem lub osiem osób klęczących na ławce szerokiej zaledwie na kilka cali, bitych skórzanymi batami i pasami. Inne ofiary były bite. Tym, którzy upadli, kazano ponownie wspiąć się na ławkę i klęczeć na niej, a ich twarze były spuchnięte od pobicia.
Jak bardzo chciałam, żeby ktoś pomógł mnie i mojemu ojcu! Ale nikt się na to nie odważył. Bardzo tęskniłam za matką i miałam nadzieję, że ona i mój brat wkrótce wrócą. Codziennie biegłam na drogę, którą matka poszła, gdy opuszczała wieś, i rozpaczliwie czekałam na jej powrót!
Pewnego dnia zachorowałam na ciężką postać świnki. W okolicy szczęki wyrósł mi guz wielkości bułeczki gotowanej na parze, przez co za każdym razem, gdy chodziłam, musiałam podtrzymywać go rękami. Kiedy mój ojciec poprosił przywódcę zespołu o zwolnienie z pracy, aby zabrać mnie do lekarza, przywódca zespołu produkcyjnego nie tylko odmówił, ale powiedział również: „Łatwiej będzie, jeśli ten bachor umrze”. Gdy ból stał się nie do zniesienia, ojciec zabrał mnie ze sobą do przywódcy zespołu. Widząc, jak poważny jest mój stan, przywódca w końcu wyraził zgodę. W szpitalu gminnym gruby lekarz o nazwisku Tong powiedział nam, że musi wykonać niewielkie nacięcie, aby odprowadzić ropę i krew. Jednak ze względu na mój status „bękarta” operację można było przeprowadzić tylko bez znieczulenia. Ojciec przytrzymywał mnie, gdy krzyczałam z bólu, a sam również płakał.
Chodziłam wtedy do szkoły podstawowej, a grupa robocza niemal codziennie mnie odwiedzała, namawiając mnie, żebym potępiła ojca. Powiedziałam im: „Mój ojciec tylko kazał mi pilnie się uczyć. Nie wygłaszał żadnych kontrrewolucyjnych wypowiedzi”. Za odmowę zostałam zawieszona w prawach ucznia na trzy miesiące.
Około lata 1976 roku wujek ze wsi, nie mogąc znieść długotrwałego publicznego potępiania i tortur, a także po tym, jak jego córka oświadczyła, że zrywa z nim więzi, popełnił samobójstwo, pijąc ałun.
To wydarzenie wzbudziło we mnie nowy lęk przed utratą ojca, dlatego uważnie go pilnowałam. Pewnego dnia, niedługo po śmierci wujka Li, mój ojciec zmielił worek sorgo i worek mąki kukurydzianej. Powiedział mi: „Kiedy jest gorąco, zostaw worki z ziarnem odkryte, żeby ziarno nie spleśniało i nie zalęgły się w nim owady”.
Pewnej nocy obudziłam się i odkryłam, że ojca nie ma. Nie zważając na strach przed ciemnością, rozpaczliwie pobiegłam w stronę zakola rzeki. W zagajniku zobaczyłam ojca, który właśnie miał powiesić się na linie. Podbiegłam do niego, objęłam go i płacząc, powiedziałam: „Tato, nie możesz umrzeć! Nie mogę bez ciebie żyć!”. Ojciec odepchnął mnie nogą i powiedział: „Proszę, pozwól mi odejść. Nie mogę już tego znieść”.
Z trudem podniosłam się i objęłam nogi ojca, błagając: „Tato, jeśli jutro znowu będzie sesja, pozwól im mnie bić. Przyjmę te uderzenia za ciebie! Tato, boję się! Chcę wrócić do domu!”.
Ponieważ krzyczałam tak głośno, ojciec się przestraszył. Gdyby zespół produkcyjny dowiedział się o jego próbie samobójczej, zostałby ukarany jeszcze surowiej. Wobec moich błagań ojciec zrezygnował z próby samobójczej i zabrał mnie do domu. Dopiero wtedy zrozumiałam, że ojciec przygotował te dwa worki zboża, aby wystarczyło mi jedzenia na okres po jego śmierci. Pomimo trwających tortur ojciec żył dalej dla mnie.
Mój dziadek ze strony matki ostatecznie zmarł na raka. Po załatwieniu spraw związanych z pogrzebem dziadka matka i mój młodszy brat wrócili do domu z Chengde.
W sumie całe moje dzieciństwo, dorastanie i młodość upłynęły w cieniu tyranii KPCh.
W 1980 roku reżim KPCh uznał mojego ojca za „zrehabilitowanego” i usunął z niego etykietę prawicowca. W oczach rodaków KPCh naprawiła swój błąd. Ale czy lata cierpienia można wynagrodzić jedynie słowem „rehabilitacja”? Spędziwszy połowę życia prześladowany przez tyranię KPCh, mój ojciec odczuł skutki tych tortur na swoim zdrowiu. Zachorował na raka żołądka i ledwo dożył 1985 roku, umierając w wieku 62 lat.
Odzyskanie zdrowia fizycznego i psychicznego dzięki praktykowaniu Falun Dafa
Systematyczne psychiczne i fizyczne torturowanie mojego ojca przez KPCh wywarło na mnie głęboką traumę. Zaczęłam cierpieć na częste drgawki, które nie ustąpiły nawet po ślubie. Z czasem pojawiło się u mnie jeszcze więcej chorób, co pogłębiło moje cierpienie.
W 1997 roku zetknęłam się z Falun Dafa (znanym również jako Falun Gong). Falun Dafa oczyściło moje ciało i wyleczyło wszystkie moje dolegliwości. Od tego czasu postanowiłam niezachwianie kultywować i podążać za Mistrzem Li aż do końca, bez względu na trudności, jakie napotkam.
Brutalnie torturowana przez policję
Kiedy KPCh rozpoczęła prześladowania Falun Gong w lipcu 1999 roku, zostałam zatrzymana w Pekinie podczas próby złożenia apelacji przeciwko prześladowaniom. Następnie mnie zwolniono. W październiku 2000 roku policja ponownie mnie aresztowała i zabrała do powiatowego biura bezpieczeństwa politycznego. Tam funkcjonariusze powiedzieli: „Wiemy o twojej sytuacji. Lepiej się przyznaj”. Powiedzieli, że chcą poznać tożsamość moich współpraktykujących. Kiedy odmówiłam odpowiedzi, zerwali ze mnie płaszcz, zmusili mnie do uklęknięcia na podłodze i przytrzymywali mnie. Dwóch funkcjonariuszy deptało mnie po piętach, obrzucając mnie przy tym wyzwiskami.
Po pewnym czasie związali mnie kawałkiem liny, zaciskając ją na mojej szyi tak mocno, że ledwo mogłam oddychać. Do dziś mam na szyi duży guz będący pozostałością po tym zdarzeniu. Następnie, ciągnąc mnie za włosy, uderzali moją głową o ścianę. Ból był tak silny, że straciłam przytomność. Później zaczęłam słyszeć, jak ludzie krzyczą na mnie, ale nie mogłam otworzyć oczu. Wtedy ktoś krzyknął: „Polejcie ją wodą!”. Kiedy odzyskałam przytomność, stwierdziłam, że z powodu bólu nie jestem w stanie usiąść. Cała głowa była pokryta guzami wielkości jaj, a mój umysł był zamroczony i ciężki. Następnie policjanci kopali mnie skórzanymi butami w piersi, aż straciłam przytomność. Kiedy ją odzyskałam, miałam wrażenie, jakbym się pod siebie zanieczyściła. Poprosiłam, żeby pozwolono mi pójść do toalety, ale policjanci odmówili, mówiąc, że nie pozwolą mi pójść nawet wtedy, gdyby wypadły ze mnie jelita. Mimo że miałam wtedy prawie 50 lat, policja biła mnie przez ponad osiem godzin.
Około 2 w nocy kilku policjantów zaciągnęło mnie do celi w areszcie. Aż do świtu miałam skurcze w nogach.
Następnego ranka policja wyciągnęła mnie z celi na dalsze przesłuchanie. Sześciu policjantów pobiło mnie. Kiedy odmówiłam powiedzenia czegokolwiek, przystąpili do zwichnięcia mi barku. Zniosłam potworny ból i nadal milczałam. Następnie odesłali mnie z powrotem do celi w areszcie.
Trzeciego dnia o godzinie 8 rano wyciągnęli mnie z celi. Twierdząc, że robią to dla mojego dobra, powiedzieli: „Jeśli podasz nam nazwisko któregoś ze współpraktykujących, wypuścimy cię do domu”. Ból był tak silny, że ledwo byłam w stanie zachować przytomność, ale mimo to nie powiedziałam ani słowa.
Czwartego dnia zabrano mnie do pokoju, gdzie zobaczyłam swoją rodzinę. Przywódca brygady powiedział, że mamy pół godziny, a moja młodsza siostra objęła mnie i zaczęła płakać. Mój wujek, który miał ponad 70 lat, powiedział: „Po prostu powiedz im to, co chcą usłyszeć! Żaden człowiek nie jest w stanie przetrwać takich tortur”. Oczy mojego brata były czerwone od łez. Wyciągnął do mnie ręce i powiedział: „Siostro, od lat martwimy się o ciebie. Jak mamy dalej żyć, jeśli nas opuścisz?”. Następnie moja siostra uklękła u moich stóp, błagając mnie, żebym ustąpiła.
Moje serce pękło na kawałki. Pomimo swoich nikczemnych czynów Komunistyczna Partia Chin pozostawała nietykalna. Zamiast tego moi bliscy zostali zmuszeni do podporządkowania się kaprysom Komunistycznej Partii Chin i mogli jedynie przekonywać mnie, bym podporządkowała się jej woli. Tylko zła siła zmusiłaby swój lud do wyboru między rodziną a wiarą. Powstrzymując łzy, powiedziałam im, by wrócili do domu beze mnie.
O godzinie 8 rano piątego dnia policjanci wyciągnęli mnie z celi i pobili. Jednak kiedy nadal opierałam się ich żądaniom, zmienili taktykę i zaczęli namawiać mnie, żebym ustąpiła. „Czy widziałaś swojego Mistrza? Po co się trudzić? Musimy robić wszystko, co każe nam Jiang Zemin”. „Kiedy twój Mistrz zostanie prezydentem tego kraju, jestem pewien, że zostaniesz premierem”. Odpowiedziałam: „Kultywujący nie dbają o władzę doczesną”.
Następnie wyjaśniłam im, dlaczego Jiang Zemin tak bardzo nalegał na prześladowanie Falun Dafa, jak praktykuje się Falun Dafa na całym świecie i jak jest ono wspierane przez rządy różnych krajów. Opowiedziałam im o cierpieniu, którego doświadczyłam podczas rewolucji kulturalnej, oraz o tym, że w określonych okresach Buddowie zstępowaliby na Ziemię, aby ratować ludzi. Powiedziałam również: „Każdy z nas jest zdolny do samodzielnego myślenia. Gdyby Falun Gong rzeczywiście było czymś złym, czy wymagałoby tak ogromnej kampanii propagandowej i takich zasobów, aby oczernić tę praktykę? Jiang Zemin planował wyeliminować Falun Gong w ciągu trzech miesięcy, a jednak dlaczego praktykujących jest coraz więcej? Falun Gong wykracza poza granice państw, rasy, kultur i języków i zostało już uznane przez praktykujących na całym świecie. Aby chronić siebie i swoje rodziny, proszę, traktujcie Dafa życzliwie!”. Moi przesłuchujący zaniemówili i pomogli mi wrócić do aresztu. Kiedy przechodziliśmy długim korytarzem, współwięźniowie zebrali się i patrzyli na mnie z wielkim podziwem. Niektórzy nawet pokazali kciuk w górę i powiedzieli: „Twój Mistrz jest naprawdę wspaniały!”.
Szóstego dnia policjanci zabrali mnie do pokoju w areszcie. Jeden z policjantów powiedział: „Na pewno zostaniesz skazana na więzienie. Kiedy wyjdziesz, będziesz już starą kobietą. Nie możesz powiedzieć czegoś, żeby się uratować?”. Inny powiedział: „Nie miej do nas nienawiści, mimo że cię pobiliśmy. Gdybyś powiedziała nam informacje, których chcieliśmy, nie uderzylibyśmy cię”. Wstałam, żeby wyjść, ale z powodu odniesionych obrażeń omal nie upadłam. Kiedy odesłali mnie z powrotem do celi, okazało się, że nie jestem w stanie się podnieść. Współpraktykujący opiekowali się mną, a współwięźniowie podawali mi przez kraty celi zupki błyskawiczne i jabłka, mówiąc, jak dobre i wspaniałe jest Falun Gong! Niestety, nie byłam w stanie niczego jeść.
Nieco ponad miesiąc później zabrano mnie na piąte piętro budynku Powiatowej Brygady Bezpieczeństwa Politycznego. Do pokoju wszedł szef miejskiego Biura 610 wraz z kilkoma innymi osobami. Bez słowa odciągnął moje prawe i lewe ramię do tyłu i skuł oba ramiona kajdankami ukośnie na plecach. Następnie wsunął butelkę po piwie w przestrzeń między moimi ramionami a plecami, aby jeszcze mocniej zacisnąć kajdanki. Powiedział ze złością: „Nawet najsilniejszy człowiek nie wytrzyma godziny. W ciągu dwóch godzin człowiek zostanie okaleczony. Ta kara wydobędzie zeznania nawet od najbardziej zatwardziałego mordercy”. Później powiedział: „Pracowaliśmy nad tobą do późnych godzin nocnych, nie mogąc wrócić do domu. Co chcesz przez to osiągnąć?”.
Wielokrotnie mnie też bili pięściami i kopali. Po godzinie znęcania się moje ramiona i dłonie były opuchnięte, rozgrzane i zdrętwiałe. Szef zaczął wtedy mocno ściskać mi dłonie. Ból był tak silny, że czułam się, jakby miażdżono mi kości. Pot spływał mi po twarzy i zaczęłam wymiotować. W tym momencie przypomniałam sobie nauki Mistrza,
„[…] to czego chcę to uczniowie, którzy kultywują w prawy i szlachetny sposób, wspaniali Bogowie, którzy są niewzruszeni i solidni, jak diament”. (Wypędźcie interferencje, Istota Dalszych Postępów II)
Powiedziałam sobie, że nigdy nie ustąpię.
Po pewnym czasie podszedł do mnie szef. Jedną ręką odciągnął mi włosy do tyłu, a drugą zmusił mnie do opuszczenia podbródka, mówiąc złośliwie: „Zajmuję się sprawami od ponad 20 lat. Każdy przestępca mi się przyzna. Nie wierzę, że ty tego nie zrobisz”. Przez następne trzy godziny i dziesięć minut milczałam. W końcu, kiedy odpięli mi kajdanki, żeby pójść na lunch, straciłam przytomność. Szef polał mnie zimną wodą, żeby mnie ocucić, mimo panującego wówczas przenikliwego zimna. Następnie zapytał: „Czy recytowałaś nauki swojego Mistrza (żeby przetrwać tę sesję)?”. Odpowiedziałam: „Tak”. Z niedowierzaniem powiedział do pozostałych funkcjonariuszy: „Ona ma długie ramiona. Nie rozciągnęliśmy ich do granic możliwości”.
Trzy dni później ponownie wyciągnęli mnie z celi. Szef Biura 610 przyprowadził przede mną dwie nieznane mi osoby i powiedział: „Wszyscy ważni przedstawiciele miasta i powiatu są tutaj. Czy będziesz współpracować?”. Cierpiałam z powodu silnego bólu głowy i nudności. W chwili, gdy miałam zwymiotować, straciłam przytomność. Zdając sobie sprawę, że zranili mnie tak poważnie, że nie przeszłabym badania lekarskiego wymaganego do przyjęcia do więzienia lub obozu pracy, policjanci wyłudzili od mojej rodziny 10 000 juanów w zamian za moje uwolnienie.
Obrażenia, których doznałam podczas ostatniej sesji tortur, sprawiły, że przez następne trzy lata nie byłam w stanie samodzielnie o siebie zadbać. Potrzebowałam pomocy we wszystkim, między innymi przy myciu twarzy, czesaniu włosów i ubieraniu się.
Wysyłanie prawych myśli i recytowanie Fa w celu przeciwstawienia się praniu mózgu
W 2010 roku ponownie zostałam aresztowana i przesłuchiwana na miejskim komisariacie policji. Zachowałam spokój, jasność umysłu i nieustraszoność, ponieważ wiedziałam, że Mistrz jest przy mnie. Odmówiłam podpisania czegokolwiek, a zamiast tego opowiadałam przesłuchującym o Falun Dafa. Powiedziałam: „Absolutnie niczego nie podpiszę”. Jeden z policjantów odparł: „Jeśli nie podpiszesz, podpiszę za ciebie”. Powiedziałam mu: „Dziecko, nasze spotkanie zostało zaaranżowane przez los. Bez tej sposobności pozostalibyśmy sobie obcy. Falun Dafa jest prawem wszechświata. Bez Dafa nawet Ziemia nie mogłaby istnieć. Twój zawód nakłada na ciebie obowiązek egzekwowania prawości, więc musisz być dobrym człowiekiem. Jeśli naprawdę chcesz podpisać się za mnie, po prostu napisz: Falun Dafa jest dobre. Przyniesie to korzyść twoim potomkom”. Policjant posłuchał mojej rady i napisał na kartce: „Falun Dafa jest dobre”. W tamtej chwili wzruszyłam się do łez.
Kilka dni później wysłano mnie do obozu pracy przymusowej w Masanjia. Przez całą drogę krzyczałam: „Falun Dafa jest dobre! Falun Dafa jest prawem wszechświata!”.
Po przybyciu do obozu pracy przymusowej w Masanjia strażnicy przydzielili mi dwie osoby, które miały towarzyszyć mi przez 24 godziny na dobę, mając nadzieję, że przekonają mnie do zmiany zdania. Przydzielono mi również kilka byłych praktykujących, którzy wyrzekli się Falun Dafa. Kiedy dowiedziałam się, że ci byli praktykujący nie potrafią nawet wyrecytować nauki Mistrza Lunyu, postanowiłam sama ich tego nauczyć i zrealizowałam to w ciągu 10 dni. Później strażnicy przysyłali do mnie różne osoby z innych miast, mając nadzieję, że zmienią moje nastawienie. Jednak dzięki moim silnym prawidłowym myślom ich wysiłki spełzły na niczym.
Przed zwolnieniem spędziłam w Masanjia rok, nieustannie wysyłając prawe myśli i z pamięci recytując nauki Mistrza Li, takie jak „Pozycja” i „Lunyu”.
Wykorzystywanie każdej sposobności do wyjaśniania prawdy
Zazwyczaj podczas letnich i zimowych wakacji jeżdżę z córką i wnukami na wycieczki, wszędzie, gdzie się udaję, wyjaśniając ludziom fakty dotyczące prześladowań Falun Dafa. Pewnego razu leciałam samolotem i siedziałam obok młodego mężczyzny. Chciałam wyjaśnić mu fakty, ale wiedziałam, że istnieje ryzyko, że zgłosi mnie władzom. Pomyślałam: „Kiedy wysiądziemy z tego samolotu, nie będę miała już innej sposobności. Jestem uczennicą Dafa okresu naprawiania Fa i spoczywa na mnie obowiązek wyjaśniania prawdy i ratowania istnień. Muszę odpowiednio postąpić”. Zaczęłam więc wyjaśniać temu młodemu mężczyźnie prawdę, a on zgodził się wystąpić z KPCh i powiązanych z nią organizacji.
Innym razem brałam udział w działaniach mających na celu uratowanie syna pewnego praktykującego, który został bezprawnie zatrzymany i któremu odmówiono prawa do odwiedziń. Zabraliśmy materiały wyjaśniające prawdę i udaliśmy się do miejskiego komisariatu policji, aby złożyć apelację. Pracownik, który nas przyjmował, przeczytał materiały, a następnie przekazał ulotki młodemu mężczyźnie siedzącemu obok niego. Ten zapytał: „Skąd je wzięliście?”. Odpowiedziałam: „Otrzymanie tych materiałów jest błogosławieństwem. Zrozumiesz, kiedy je przeczytasz. Zapewnią ci świetlaną przyszłość”. Moje szczere pragnienie niesienia pomocy wszystkim czującym istotom poruszyło pracownika, który powiedział mi: „Weź taksówkę do biura administracji więziennej i powiedz im, że wolno ci złożyć wizytę”.
Pewnego razu udałam się do Pośredniego Sądu Ludowego, aby pomóc uratować pewnego praktykującego. Poczułam pewien lęk, kiedy musiałam przekazać dowód osobisty do rejestracji. Jednak zebrałam się w sobie, myśląc, że Mistrz i Dafa zawsze będą przy mnie. Po wejściu spotkałam się z obydwoma sędziami i opowiedziałam im o Falun Dafa. Początkowo odwracali krzesła i twarze, próbując mnie ignorować. Kiedy nadal mówiłam, jeden z sędziów wstał i wyszedł na korytarz, żeby mnie uniknąć. Pobiegłam za nim i udało mi się przekonać go do zmiany zdania. Przekonałam również drugiego sędziego o dobroci Falun Dafa. Ostatecznie jeden z nich powiedział mi, że praktykujący, o którego pytałam, był właśnie w drodze do więzienia. Mogłam go dogonić, jadąc taksówką. Wiedziałam, że prawdopodobnie nie będę już miała powodu, aby ponownie odwiedzać Wyższej Instancji Sąd Ludowy, więc poszłam dalej i poprosiłam ich o wystąpienie z KPCh. Powiedziałam: „Moim największym pragnieniem jest, abyście zostali ocaleni. Nie chcę, żeby którekolwiek z nas rozstało się z żalem”. Kiedy opowiedziałam o „wystąpieniu z KPCh i powiązanych z nią organizacji”, sędzia odszedł od swojego dużego stołu, uścisnął mi dłoń i powiedział: „Dziękuję, starsza siostro”. Głęboko mnie to poruszyło. Ostatecznie obaj sędziowie zgodzili się, że nie będą już zatwierdzać żadnych kolejnych spraw dotyczących Falun Gong, a ja pomogłam im wystąpić z KPCh.
Później, nie będąc już sparaliżowana strachem, odwiedziłam kilka innych miast, aby ratować kolejnych praktykujących Falun Dafa.
Przez ponad 20 lat Dafa prowadziło mnie przez próby i cierpienia. Mam teraz ponad 70 lat. Moja córka i ja niezachwianie kroczymy ścieżką kultywacji wytyczoną przez Falun Dafa, niemal każdego dnia wychodząc, aby wyjaśniać ludziom prawdę. Patrząc wstecz, nie potrafię słowami wyrazić swojej wdzięczności. Przez te wszystkie lata artykuły dotyczące wymiany doświadczeń, publikowane przez innych praktykujących, pomagały mi wskazywać drogę. Dziś również chciałabym podzielić się swoją historią kultywacji z innymi praktykującymi, mając nadzieję, że będziemy nadal wspólnie czynić postępy i kultywować.
Tekst oryginalny ukazał się w wersji anglojęzycznej na stronie en.Minghui.org dnia 28 sierpnia 2026 roku
Copyright © 1999-2025 Minghui.org. Wszelkie prawa zastrzeżone.