(Minghui.org) Mam prawie 60 lat i przeszedłem przez wiele trudnych doświadczeń – od wypadków drogowych, przez błąd medyczny, aż po nowotwór. Często czułem się przygnębiony i pozbawiony nadziei. Na szczęście odnalazłem Falun Dafa i rozpoczął się nowy rozdział mojego życia.
Choroby dzieciństwa
Dla wielu ludzi lata dzieciństwa między szóstym a szesnastym rokiem życia są pełne szczęśliwych wspomnień. Dla mnie było to dziesięć lat chorób i cierpienia. Wszystko zaczęło się od wypadku, gdy miałem sześć lat.
Bawiłem się z kolegami, gdy nagle nadjechał wojskowy jeep i potrącił mnie podczas cofania. Tylne koło przejechało po moim brzuchu. Znajdowałem się w martwym polu lusterek pojazdu, więc kierowca mnie nie zauważył i nadal cofał. W tym krytycznym momencie kobieta z drugiego piętra zobaczyła, co się stało, i krzyknęła: „Stop! Ktoś jest pod jeepem!”. Kierowca gwałtownie zahamował. Ból był tak silny, że niemal straciłem przytomność.
Natychmiast przewieziono mnie do szpitala. Lekarz stwierdził, że konieczna jest operacja. W szpitalu pracował bardzo doświadczony starszy lekarz, który miał dyżur następnego dnia. Gdybyśmy poczekali jeden dzień, to on przeprowadziłby zabieg. Moi rodzice bardzo obawiali się o moje życie, dlatego zgodzili się na operację wykonaną przez młodego lekarza, który dopiero niedawno rozpoczął staż.
Lekarz przeprowadził laparotomię zwiadowczą w celu usunięcia skrzepów krwi z jamy brzusznej. Operacja doprowadziła do powstania zrostów jelitowych i niedrożności jelit, która stała się moim przewlekłym koszmarem. Czasami nawet zjedzenie niewielkiego kawałka ciasta lub kilku winogron wywoływało niedrożność i wymagało hospitalizacji. Każdy taki atak powodował niewyobrażalny ból brzucha i nieustanne wymioty.
Pobyt w szpitalu wymagał długotrwałego odbarczenia przewodu pokarmowego za pomocą sondy nosowo-żołądkowej, często przez tydzień lub dłużej, zanim następowała jakakolwiek poprawa. Ciągłe wymioty wywoływały skurcze jelit i potworny ból brzucha, którego nie sposób opisać. Sama hospitalizacja była już wystarczająco bolesna, ale cierpieli również moi rodzice. Byli wyczerpani i często narzekali: „Czy naprawdę musiałeś jeść ciasto? Czy naprawdę musiałeś jeść owoce?”.
Z powodu słabego zdrowia i częstych chorób bardzo cierpiałem. Moi koledzy mówili, że mam cienką szyję i dużą głowę oraz wyglądam jak chorowite, niedorozwinięte dziecko. Byłem przepełniony bólem. Dlaczego nie mogłem chodzić do szkoły i bawić się jak inne dzieci? Dlaczego nie mogłem jeść bez ograniczeń? Dlaczego musiałem znosić tyle cierpienia i chorób?
Z powodu częstych ataków niedrożności jelit musiałem przejść kolejną poważną operację, gdy miałem szesnaście lat. Podczas zabiegu konieczne było przecięcie zrostów w jelitach. Leżąc na zimnym stole operacyjnym, słyszałem, jak lekarze i pielęgniarki mówią, że nigdy wcześniej nie widzieli tak wychudzonego, kościstego młodego człowieka. Operacja była przeprowadzana w znieczuleniu miejscowym, więc przez cały czas odczuwałem niewyobrażalny ból, lecz nie mogłem wydobyć z siebie ani słowa. Ogarnęły mnie strach i rozpacz, i nie mogłem powstrzymać się od pytania Nieba: „Dlaczego moje życie jest tak pełne cierpienia, bez końca i bez wytchnienia?”.
Przez te dziesięć lat nie tylko cierpiałem z powodu niedrożności jelit, ale także mój wyrostek robaczkowy był bliski pęknięcia wskutek stanu zapalnego i ropienia, dlatego konieczne było jego usunięcie.
Najbardziej bolesne doświadczenie spotkało mnie tuż przed rozpoczęciem nauki w szkole średniej pierwszego stopnia. Podczas zabawy upadłem i doznałem wieloodłamowego złamania łokcia. Rodzice zabrali mnie do szpitala ortopedycznego, gdzie leczenie było niezwykle brutalne. W ciemnym gabinecie zabiegowym czterech silnych lekarzy, pod kontrolą aparatu rentgenowskiego, jednocześnie ciągnęło moje ręce z obu stron, siłą zwichnąć mi staw łokciowy. Następnie nastawili złamane kości, unieruchomili rękę aluminiową szyną i owinęli ją bandażami.. Następnie nastawili odłamki kostne, unieruchomili rękę aluminiową szyną i obwiązali bandażami. Tak brutalne zwichnięcie i nastawienie spowodowało ogromny obrzęk. Wkrótce w szczelinach między bandażami pojawiły się wielkie pęcherze wywołane opuchlizną i uciskiem opatrunku – był to przerażający widok. Następnie założono mi gips, a mięśnie ręki zdeformowały się tak, że przypominały kształtem puszkę mięsa konserwowego. Nie mogłem na to patrzeć.
Po wielu nieudanych i niezwykle bolesnych próbach nastawiania kości wyznaczono termin operacji. Przed zabiegiem lekarz powiedział moim rodzicom, że konieczne będzie zespolenie odłamków kostnych w stawie za pomocą drutów, które zostaną usunięte po roku. Potem staw miał już na zawsze pozostać nieruchomy. Nie byłbym w stanie zapinać guzików, myć twarzy, jeść ani podnosić ciężkich przedmiotów – ręka byłaby praktycznie bezużyteczna, jak proteza.
Moi rodzice uznali, że jeśli leczenie będzie kontynuowane w ten sposób, ich dziecko zostanie kaleką na całe życie. Dzień przed operacją, bez zgody szpitala, zabrali mnie do kliniki ortopedii tradycyjnej medycyny chińskiej poleconej przez znajomych. Po ponad miesiącu leczenia obejmującego elektroterapię, masaże, nastawianie kości, ziołowe okłady zmniejszające obrzęk oraz doustne leki ziołowe stopniowo wróciłem do zdrowia. Codzienne masaże, nastawianie i rozciąganie ścięgien ręki, która przez długi czas pozostawała unieruchomiona, były niezwykle bolesne. Za każdym razem krzyczałem z bólu i byłem zlany potem. Ostatecznie jednak wyzdrowiałem, a moja ręka została uratowana — nie zostałem kaleką.
Przez pewien czas musiałem chodzić do szpitala niemal co miesiąc. Żyły w dłoniach, ramionach i stopach zanikły wskutek wieloletniego podawania kroplówek. Wszystkie oszczędności naszej rodziny zostały wydane na moje leczenie, a często byliśmy zadłużeni. Już jako bardzo młody człowiek często myślałem o zakończeniu życia, aby skończyć z cierpieniem i przestać być ciężarem dla rodziny.
Fizyczny ból wypaczył również mój umysł. Moje serce często było przepełnione nienawiścią. Nienawidziłem kierowcy, który niemal mnie zabił. Nienawidziłem młodego lekarza za jego brak umiejętności. Nienawidziłem także kolegi, przez którego złamałem rękę. Obwiniałem również rodziców za to, że nie poczekali jeszcze jednego dnia, aby operację przeprowadził doświadczony starszy lekarz, co mogłoby oszczędzić mi dziesięciu lat cierpienia.
Z powodu przewlekłych chorób nie ma mnie ani na zdjęciu ukończenia szkoły podstawowej, ani na zdjęciu ukończenia szkoły średniej pierwszego stopnia, ponieważ w tym czasie przebywałem w szpitalu. Często modliłem się, aby jakieś bóstwo mnie uratowało i wybawiło z tego nieszczęścia.
Śmiertelna choroba
Po osiągnięciu dorosłości, podobnie jak wielu moich rówieśników, ukończyłem studia, podjąłem pracę, założyłem rodzinę i doczekałem się dziecka. Wszystko w moim życiu zdawało się przebiegać pomyślnie i zgodnie z planem. Wspomnienia chorób z dzieciństwa stopniowo się zacierały. Później, w okresie rozkwitu gospodarki rynkowej, zrezygnowałem z pracy, którą inni uważali za stabilną i wygodną, i zająłem się biznesem. Opierając się na wieloletnim doświadczeniu i ciężkiej pracy, wraz z przyjaciółmi założyłem firmę. Choć droga była pełna trudności i niepowodzeń, ostatecznie przedsięwzięcie odniosło sukces. Miałem dobrą żonę i oddane dziecko. Moje dziecko było zdrowe i dostało się na wymarzone studia. Wydawało się, że wszystko dobrze się ułożyło, życie płynęło gładko i dawało poczucie spełnienia.
Myślałem, że po przejściu przez życiowe burze wreszcie zobaczyłem nadzieję. Nie wiedziałem jednak, że prawdziwe nieszczęście cicho się zbliża.
W czasie, gdy firma przeżywała okres największego rozwoju i świetnie prosperowała, rutynowe badanie lekarskie przyniosło poważne ostrzeżenie od lekarza. Powiedział: „Ma pan guz w wątrobie i wygląda on na złośliwy”. Nie mogłem w to uwierzyć. Byłem jeszcze stosunkowo młody, a firma dopiero zaczynała rozkwitać. Jak mogłem zachorować na coś takiego? Odwiedziłem wiele szpitali, wykonując kolejne badania kontrolne, mając nadzieję, że to błędna diagnoza. Jednak wszystkie renomowane szpitale potwierdziły to samo rozpoznanie – wczesne stadium raka wątroby.
Po usłyszeniu diagnozy poczułem się, jakby uderzył we mnie piorun. Przez wiele dni i nocy nie mogłem spać. W mojej głowie panował chaos, a trzy pytania nieustannie mnie dręczyły: Kim jestem? Skąd przyszedłem? Dokąd zmierzam? Te trzy nierozwiązywalne pytania nieustannie krążyły w moim umyśle i bez względu na to, jak długo nad nimi rozmyślałem, nie mogłem znaleźć odpowiedzi.
Moja żona, bardzo zaniepokojona, pomogła mi skontaktować się ze specjalistą w szpitalu i przeszedłem zabieg mało inwazyjny. Po operacji musiałem wykonywać badania kontrolne co dwa miesiące i każde z nich wykazywało nawrót guza. Przez kilka lat żyłem w stanie ciągłego lęku przeplatanego nadzieją. Kolejne wyniki badań pokazały, że guz nie tylko nie zniknął, ale nawet się powiększył. Zapytałem lekarza, ile czasu mi zostało. Odpowiedział, że od kilku miesięcy w najgorszym przypadku, do kilku lat w najlepszym.
Rozpocząłem więc kolejną rundę wizyt w różnych szpitalach, badań i konsultacji. W szpitalach obserwowałem tłumy pacjentów o pustych wyrazach twarzy, napływających niczym fala – rejestrujących się do szpitala, poddających się badaniom, USG, tomografii komputerowej i rezonansowi magnetycznemu, szukających diagnozy i oczekujących na operację. Leżąc na szpitalnych łóżkach, cierpieli z powodu choroby każdej chwili. Ubolewałem nad kruchością i bezradnością ludzkiego życia.
Konsultowałem się z wieloma specjalistami. Jedni zalecali leczenie mało inwazyjne, inni operacyjne usunięcie zmiany, a jeszcze inni natychmiastowy przeszczep narządu. Gdy pytałem o przyczynę tej śmiertelnej choroby, nawet najwybitniejsi eksperci, w tym promotorzy prac doktorskich, nie potrafili udzielić odpowiedzi. Ich wiedza i zrozumienie problemu wydawały się ograniczać do operacji, wycięcia zmiany lub przeszczepu po postawieniu diagnozy. Nie oferowali żadnej metody zapobiegania ani skutecznego leczenia przyczynowego.
Ostatecznie zdecydowałem się na tak zwany nowatorski zabieg ablacji mikrofalowej, polegający na wprowadzeniu igły ablacyjnej do guza i wykorzystaniu mikrofal do wytworzenia wysokiej temperatury, która bezpośrednio niszczy komórki nowotworowe. Zabieg ten przedstawiano jako mało inwazyjny, bardzo skuteczny i naukowo uzasadniony. Leżąc na stole operacyjnym, mimo znieczulenia, byłem niezwykle świadomy. Czułem się tak, jakbym oglądał horror. Widziałem lekarza trzymającego „sztylet” (w rzeczywistości była to igła ablacyjna) i miałem wrażenie, że ten sztylet wbija się głęboko w moją wątrobę. Po podgrzaniu mikrofalami moje narządy wewnętrzne zdawały się palić od środka. Groza i ból były nie do opisania.
Kiedy po operacji wypisano mnie ze szpitala, lekarze i pielęgniarki przypomnieli mi o konieczności regularnych badań kontrolnych i ostrzegli, bym nie zakładał, że zabieg rozwiązał problem. Kilka miesięcy później badanie kontrolne wykazało nawrót guza. Byłem całkowicie zrozpaczony. Czułem, jakby moje życie weszło w fazę odliczania. Nie było już w nim ani słońca, ani radości. Najsilniejsze było poczucie, że świat nie ma już ze mną nic wspólnego. Straciłem wolę życia.
Jeden z krewnych zasugerował mi wizytę u wróżki. Poszedłem do niej, a ona zapytała o datę i godzinę mojego urodzenia, rozmawiała ze mną o różnych sprawach, po czym nagle zaczęła coś mamrotać w niezrozumiały i chaotyczny sposób. Następnie powiedziała, że aby rozwiązać moje problemy, muszę wydać pieniądze. Chętnie i z wdzięcznością wydałem dużo pieniędzy, prosząc ją o pomoc, a nawet płaciłem za rytuały mające odwrócić nieszczęście od mojej rodziny. W tamtym czasie miałem tylko jedną myśl: jeśli uda się uratować moje życie, byłem gotów zbankrutować.
Wróżka napisała mi także talizmany, które miałem powiesić na drzwiach, umieścić pod poduszką i nosić przy sobie. Poleciła również, abym przez kilka dni podczas Chińskiego Nowego Roku nie wychodził z domu, a jeśli już będę musiał wyjść, powinienem udać się w określonym kierunku. Szczerze wierzyłem, że spotkałem potężną istotę, która może uratować mnie od niebezpieczeństwa i wskazać mi drogę. Moja rodzina mówiła, że stałem się dziwakiem. Ostatecznie jednak nic to nie dało i choroba nadal powracała.
Mój pradziadek, babcia od strony matki i moja matka byli wyznawcami buddyzmu Czystej Krainy. Ja również przez wiele lat podążałem za wiarą mojej matki. Odwiedzałem każdą napotkaną świątynię, paliłem kadzidła, niezliczoną ilość razy wykonywałem pokłony i przekazywałem świątyniom znaczne sumy pieniędzy jako tak zwane datki dobroczynne, sądząc, że postępuję właściwie i otrzymam boską ochronę. Mimo to moje życie nadal było pełne wzlotów i upadków, a ja czułem, że zbliża się jego kres.
Życzliwe traktowanie praktykujących Dafa zasiało ziarna
Kiedy moja firma była jeszcze na wczesnym etapie rozwoju, a remont biura nie został jeszcze całkowicie ukończony, przyszedł do mnie młody człowiek o nazwisku Chen, absolwent prestiżowego uniwersytetu, szukający pracy. Uznałem go za bardzo zdolnego i uczciwego – co jest rzadką i wyjątkowo cenną cechą – i z przyjemnością go zatrudniłem. Później dowiedziałem się, że Chen praktykuje Falun Dafa. Nie widziałem w tym nic złego i nie pozwalałem nikomu plotkować na jego temat, ponieważ szanowałem ludzi mających wiarę. Również jego praca potwierdziła, że praktykujący Falun Dafa mają prawy charakter i osiągają znakomite wyniki. Zawsze był życzliwy i hojny wobec innych.
W miarę rozwoju firmy potrzebowałem zatrudniać nowych pracowników. O pracę ubiegał się młody człowiek o nazwisku Hang, również absolwent renomowanego uniwersytetu. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej Hang otwarcie powiedział mi, że miał wcześniej bardzo dobrą pracę, lecz został zwolniony z powodu praktykowania Falun Dafa. Aby się utrzymać, musiał przyjechać do tego nieznanego mu miasta w poszukiwaniu nowych możliwości. Powiedziałem mu, że współczuję jego sytuacji i szanuję ludzi mających wiarę. W rzeczywistości dla firmy liczyły się umiejętności techniczne i wyniki pracy. Kiedy usłyszałem, że nie ma jeszcze miejsca do zamieszkania i szuka lokum, natychmiast poprosiłem kogoś o pomoc w wynajęciu mu mieszkania i zorganizowałem, aby jak najszybciej rozpoczął pracę.
Hang był niezwykle inteligentny, bardzo zdolny i miał dobry charakter. Jednak pewnego razu przysporzył mi poważnych kłopotów. Często wykorzystywał przejazdy windą w godzinach szczytu, aby opowiadać innym pasażerom prawdę o Falun Dafa. Pewnego razu wspomniał o tym nawet wysokiemu urzędnikowi państwowemu, który wpadł w furię. Tego ranka urzędnik wtargnął do firmy wraz z kilkoma funkcjonariuszami, krzycząc: „Ktoś w waszej firmie praktykuje Falun Dafa i ośmielił się namawiać mnie do wystąpienia z Chińskiej Partii Komunistycznej (KPCh). To szaleństwo!”. Po chwili poszukiwań znalazł Hanga i powiedział: „To on!”.
Sytuacja była tak nagła, że przez moment zupełnie nie wiedziałem, co zrobić. Widząc jednak, że Hangowi grozi niebezpieczeństwo, szybko się opanowałem i powiedziałem urzędnikowi: „To pracownik naszej firmy i jest bardzo kompetentny. Przyjrzę się tej sprawie i nie będzie już pana niepokoił”.
Po przekonaniu tych ludzi, by odeszli, porozmawiałem z Hangiem i wyjaśniłem mu, jakie niebezpieczeństwo wiąże się z tym, co robi. Powiedziałem, że rozumiem jego wiarę w Falun Dafa, ale nie chcę, aby ponownie padł ofiarą prześladowań. Poprosiłem również Chena, aby przypomniał mu o tym.
Niektórzy ludzie dzielący z nami ten sam budynek biurowy radzili mi, żebym nie zatrudniał praktykujących Falun Dafa, twierdząc, że sprowadzi mi to kłopoty. Ja jednak zawsze tylko się uśmiechałem. Dla mnie była to po prostu kwestia przekonań. Wszyscy oni bardzo dobrze wykonywali swoją pracę. Jeśli ktoś dobrze pracuje, to jakie znaczenie ma, w co wierzy? Poza tym ich wyniki zawodowe znacznie przewyższały osiągnięcia większości współpracowników.
Później do firmy dołączyło więcej praktykujących Falun Dafa. Wszyscy byli ludźmi odnoszącymi sukcesy, wysoko wykwalifikowanymi, pracowitymi, prawymi, bezinteresownymi i uczciwymi zarówno w postępowaniu, jak i w pracy. Zarówno w sprzedaży, jak i na stanowiskach kierowniczych cieszyli się szacunkiem współpracowników. Nikt w firmie nie mówił już źle o Falun Dafa za ich plecami. Wszyscy uważali praktykujących Falun Dafa za wzór do naśladowania. Klienci również mieli pełne zaufanie do ich umiejętności technicznych, podejścia do obsługi oraz jakości produktów. Opinie były niezmiennie bardzo pozytywne. W tym materialistycznym społeczeństwie praktykujący Falun Dafa są niczym czyste górskie źródło – tak przejrzyści i nieskalani; niczym kwiaty cicho rozkwitające na polu, dodające światu odrobinę żywej barwy i tętniącego życia.
Zaczynam praktykować
Czułem, że mam szczególne powinowactwo z praktykującymi Falun Dafa. Po drugiej operacji wróciłem do pracy. W tamtym czasie byłem w bardzo złym stanie i wyglądałem okropnie. Jak ujął to Chen, byłem „bez energii i śmiertelnie blady”. Wyglądałem naprawdę źle.
Właśnie wtedy, gdy znajdowałem się w stanie skrajnej rozpaczy, Chen wszedł do mojego biura i powiedział coś, co do dziś pamiętam bardzo wyraźnie: „Przyszedłem pomóc ci zdobyć to, czego potrzebujesz. Praktykowanie Falun Dafa z pewnością odmieni twój los”.
Następnie powiedział: „Proszę, uwierz w Falun Dafa i szczerze je kultywuj. Mistrz Li (założyciel Falun Dafa) z pewnością cię uratuje”.
Jego słowa ogrzały moje zimne serce, ale wciąż miałem wiele wątpliwości. Moja rodzina od zawsze praktykowała buddyzm Czystej Krainy. Byłem leczony przez najlepszych lekarzy w różnych szpitalach, a nawet korzystałem z usług wróżbitów. Mimo to nie udało się powstrzymać nieustannego postępu choroby. Nie wierzyłem, że istnieje cokolwiek, co mogłoby naprawdę rozwiązać problem śmiertelnego ataku tej choroby. Nawet gdy wręczył mi książkę Zhuan Falun autorstwa Mistrza Li, odpowiedziałem obojętnie: „Mam już swoją wiarę – jest nią szkoła Czystej Krainy, przekazywana przez pokolenia”.
W tym czasie przyszedł do mnie także inny praktykujący Falun Dafa, Wei, który również pracował w naszej firmie i był bardzo zdolnym człowiekiem. Powiedział: „Szczere studiowanie i praktykowanie Falun Dafa odmieni twój los”.
Powiedział, że wszystkie zagubienia i pytania, z którymi mierzyłem się w życiu, mają odpowiedzi w książkach Dafa napisanych przez Mistrza Li. Ponieważ Chen i Wei gorąco je polecali, początkowo zacząłem czytać Zhuan Falun z dużą dozą sceptycyzmu. Jednak kiedy naprawdę zagłębiłem się w lekturę, byłem głęboko wstrząśnięty i natychmiast przyciągnięty jej treścią. Odkryłem, że po prostu nie mogę odłożyć tej książki.
Kiedy po raz pierwszy czytałem Zhuan Falun, książka wydawała mi się bardzo znajoma, ponieważ sam doświadczyłem wielu zjawisk opisanych na jej stronach. Jednym z przykładów było opętanie przez duchy i tzw. język kosmiczny. Przypomniałem sobie wróżbitkę, z którą zetknąłem się podczas choroby. Była ona w rzeczywistości opętana, a jej pozornie cudowne słowa stanowiły właśnie język kosmiczny. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po rozpoczęciu studiowania Dafa, było wyrzucenie wszystkich amuletów zapisanych przez tę wróżbitkę. Gdy je wyrzuciłem, poczułem spokój.
Innym przykładem były sztuki walki i qigong. W okresie największej popularności qigong w latach 80. i 90. niedaleko mojego domu znajdował się duży park. Każdego ranka grupy ludzi ustawiały się w różnych formacjach i wykonywały rozmaite ćwiczenia qigong. W ciągu dnia można było tam również spotkać osoby prezentujące różne sztuki walki i praktyki qigong oraz sprzedające swoje produkty. Pokazy obejmowały między innymi rozbijanie cegieł gołymi rękami, przebijanie gardła włócznią, połykanie stalowych kulek, połykanie żelaznych mieczy, wyginanie gwoździ palcami przy użyciu techniki szponu orła czy owijanie stalowych prętów wokół szyi. Osobiście byłem też świadkiem historii sprzedaży lekarstwa do wyrywania zębów, wspomnianej w Zhuan Falun. Człowiek z południa, którego widziałem wtedy w parku sprzedającego taki środek, postępował dokładnie tak, jak opisano to w książce. Sam nawet kupiłem od niego ten specyfik. Do dziś mam wrażenie, że sprzedawca lekarstwa na placu mógł być tą samą osobą, o której Mistrz wspominał w książce.
W Zhuan Falun Mistrz powiedział:
„W pewnym mieście widziałem mnicha, który miał całe czarne ręce. Wcisnął w posążek buddy święte pismo, czymś go tam zakleił, wymamrotał pod nosem parę słów i to miała być konsekracja. Chwycił kolejny posążek buddy, wymamrotał parę słów, i za każdą taką konsekrację pobierał 40 juanów. Obecnie mnisi traktują to jak biznes i wzbogacają się na konsekracji posążków buddów”. (Wykład Piąty, Zhuan Falun)
Przypomniała mi się scena, której byłem świadkiem podczas podróży do Świątyni Shaolin w 1997 roku. Wielu ludzi oddawało cześć Buddzie i wrzucało pieniądze do skrzynki na datki. O zmierzchu zaczął padać lekki deszcz i tłum się rozproszył. Schroniłem się przed deszczem w głównej hali świątyni. Wtedy podszedł mnich, rozglądając się ukradkiem, by upewnić się, że nikt go nie obserwuje. Podszedł do skrzynki na datki, zachłannie wsunął do niej rękę i przełożył całe garście pieniędzy do swojej kieszeni. Ta scena całkowicie zburzyła mój wieloletni szacunek dla Świątyni Shaolin, moją wiarę w kolebkę buddyzmu zen oraz samą moją religijną wiarę. Nigdy więcej nie odwiedziłem Świątyni Shaolin.
Kiedy czytałem Zhuan Falun, zrozumiałem, że nie są to zasady, które zwykli ludzie mogliby wyjaśnić; były to boskie księgi napisane po to, by ratować ludzi. Wiele moich wątpliwości i pytań nagle stało się jasnych po przeczytaniu tej książki. W końcu zrozumiałem, dlaczego ja, osoba gorliwie praktykująca buddyzm Czystej Krainy, zachorowałem na śmiertelną chorobę. Za każdym razem, gdy oddawałem cześć Buddzie lub przekazywałem datki, miałem w głowie określone pragnienia — zdrowie, spokój, bogactwo, sukcesy szkolne moich dzieci i tym podobne. Uważałem takie oczekiwania za coś oczywistego, całkowicie nie rozumiejąc, że Buddzie należy oddawać cześć, a nie prosić go o spełnianie życzeń. Serce kierowane pragnieniami nie może doprowadzić do osiągnięcia wszystkiego, czego się poszukuje.
W ten sposób zrozumiałem prawdziwe znaczenie życia – powrót do swojej pierwotnej, prawdziwej natury. Zrozumiałem również, że najwyższą zasadą całego wszechświata jest Prawda-Życzliwość-Cierpliwość. Oprócz Zhuan Falun Chen i Wei przekazali mi także różne historie praktykujących dotyczące uzdrowienia i poprawy zdrowia, w tym materiały drukowane, nagrania audio i wideo. Poszerzyło to moje horyzonty. Uświadomiłem sobie, że wielu pacjentów cierpiących na śmiertelne choroby zostało uratowanych dzięki praktykowaniu Falun Dafa. Głębokie zasady Dafa oraz żywe, autentyczne przykłady uzdrowienia i poprawy zdrowia dodały mi ogromnej otuchy.
Stawanie się lepszym człowiekiem
Praktykując Falun Dafa przez ponad dziesięć lat, odniosłem ogromne korzyści zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Kiedy po raz pierwszy zacząłem praktykować Falun Dafa, z powodu mojego słabego zrozumienia nadal przyjmowałem leki, w tym niektóre silnie toksyczne środki, jednocześnie studiując Fa, myśląc, że jest to sytuacja korzystna podwójnie i daje podwójne zabezpieczenie. Z upływem czasu moje zrozumienie Dafa pogłębiało się, a moja wiara stawała się coraz bardziej niezachwiana. Wkrótce odstawiłem wszystkie leki i do dziś nie zażyłem ani jednej tabletki. Ani razu nie poszedłem też do szpitala na badanie kontrolne, wizytę lekarską czy leczenie.
Zachęcony przez współpraktykujących dołączyłem również do grupy studiowania Fa. Praktykujący w tej grupie studiowali nauki Dafa, wymieniali się spostrzeżeniami i dyskutowali ze sobą jak jedna rodzina. Jeden ze współpraktykujących z radością przyniósł odtwarzacz, aby odtworzyć film instruktażowy ćwiczeń Mistrza, a wszyscy uczyli mnie kluczowych elementów ruchów.
Czułem się coraz lepiej. Zmęczenie, które wcześniej mi towarzyszyło, zniknęło, a przygnębienie i strach ustąpiły. Moja ziemista cera po operacji zmieniła się w zdrowy, rumiany wygląd. Promieniałem, byłem pełen energii, zdrowy i pełen życia. Każdy krewny i przyjaciel, który mnie widział, mówił, że wyglądam jak zupełnie inna osoba. Później spotkałem ordynatora, który postawił mi diagnozę. Spojrzał na mnie zdziwiony i zapytał: „Dlaczego nie przychodził pan na regularne badania kontrolne co dwa miesiące?”. Odpowiedziałem: „Proszę na mnie spojrzeć. Czy wyglądam na osobę chorą?”. Uśmiechnął się, spojrzał na mnie z niedowierzaniem i powiedział, że naprawdę cieszy się z mojego powodu.
Praktykuję Falun Dafa już od ponad dziesięciu lat. Praktyka ta nie tylko dała mi zdrowe ciało, ale także podniosła mój poziom moralny.
Występowanie naprzód w czasach kryzysu
Pewnego wyjątkowo mroźnego zimowego dnia szedłem ulicą, gdy zobaczyłem starszego mężczyznę, mającego prawie 80 lat, leżącego pośrodku jezdni. Wyglądało na to, że leżał tam już od dłuższego czasu. Samochody przejeżdżały obok jeden za drugim, nie zatrzymując się. Wielu ludzi obserwowało sytuację z chodnika, ale nikt nie zaoferował pomocy starszemu człowiekowi; sytuacja była niezwykle niebezpieczna. Bez chwili wahania podbiegłem do niego, dałem znak nadjeżdżającym samochodom, aby go ominęły, i pomogłem staruszkowi powoli usiąść. Jego wzrok był nieobecny i zamglony, ręce miał lodowato zimne, a z powodu zimna po twarzy spływały mu łzy i smarki. Słabym, drżącym głosem wielokrotnie mi dziękował i prosił, żebym pomógł mu wstać. Ostrożnie pomogłem mu się podnieść. Jego nogi były wyraźnie uszkodzone i nie był w stanie utrzymać własnego ciężaru ciała. Mocno się na mnie opierał. Wtedy podszedł jeszcze jeden człowiek i pomógł mi przenieść go w bezpieczne miejsce na poboczu drogi.
Znalazłem kawałki kartonu i matę, aby mógł na nich usiąść i odizolować się od zimnego podłoża, a następnie pomogłem mu usiąść pod drzewem. Gdy już się wygodnie usadowił, wziąłem jego telefon i zadzwoniłem do jego żony, aby poinformować ją o sytuacji, a także poprosiłem o adres zamieszkania. Gdy tylko zakończyłem rozmowę, jego telefon się rozładował. Wokół zgromadził się tłum ludzi, mówiąc: „Naprawdę jesteś odważny, że mu pomogłeś! A co, jeśli zostałbyś oszukany?”.
Tak, w Chinach kontynentalnych wszyscy żyją w napięciu i mało kto chce angażować się w sprawy innych ludzi z obawy przed oszustwem. Osoba, która pomogła mi przy starszym mężczyźnie, również powiedziała: „Odważyłem się podejść dopiero wtedy, gdy zobaczyłem, że ty pomagasz mu wstać. Gdyby nikt inny mu nie pomógł, sam też bym się nie odważył”. Kiedy pomagałem temu starszemu człowiekowi, naprawdę nie myślałem o niczym innym. Czułem po prostu, że jako praktykujący powinienem być dobrym człowiekiem i czynić dobro na wszelkie możliwe sposoby. Przed rozpoczęciem praktyki Falun Dafa również bałem się oszustw i nigdy nie odważyłbym się zrobić czegoś takiego.
Wybierając życzliwość
Pewnego dnia przyszła do mnie była pracownica, która odeszła z firmy kilka lat wcześniej. Nagle wybuchła płaczem i próbowała uklęknąć przede mną, błagając o pożyczenie pieniędzy. Szybko ją powstrzymałem i zapytałem, co się stało. Powiedziała, że tylko ja mogę uratować ją i jej dziecko. Wyjaśniła, że jej mąż został oszukany przy inwestycji i stracili wszystko. Ich dom został obciążony hipoteką, przez co zostali bez dachu nad głową. Jej mąż jednocześnie próbował odzyskać należne mu pieniądze od dłużników i ukrywał się przed własnymi wierzycielami. Bał się wracać do domu. Czasami była doprowadzana do rozpaczy przez windykatorów i zmuszona używać wielu kart kredytowych, aby spłacać kolejne długi. Tym razem miała przeterminowane zadłużenie na kartach kredytowych w wysokości 60 000 juanów i nie była w stanie go spłacić. Bank rozpoczął egzekwowanie należności, informując ją, że jeśli nie dokona spłaty jeszcze tego dnia, zostanie zatrzymana, a jej dziecko pozostanie bez opieki. Poprosiłem ją o przedstawienie zabezpieczenia, ale nie miała nic, co mogłaby zaoferować. Powiedziała, że będzie spłacać mi po 1 000 juanów miesięcznie przez pięć lat.
Wszyscy moi współpracownicy radzili mi, abym nie pożyczał jej pieniędzy, mówiąc, że jej rodzina ma ogromne długi i z pewnością mi ich nie odda. Jednak widząc jej żałosną i tragiczną sytuację, nie potrafiłem odmówić. Jeszcze bardziej martwiłem się losem jej dziecka, które mogłoby zostać bez opieki, gdyby została zatrzymana. Mimo braku jakiegokolwiek zabezpieczenia pożyczyłem pieniądze, aby pomóc jej spłacić bank i rozwiązać jej pilny problem. Później stało się dokładnie tak, jak przewidywali moi współpracownicy – przez pierwsze kilka miesięcy oddała jedynie kilka tysięcy juanów, a następnie przestała odbierać telefony i odpowiadać na wiadomości. Ostatecznie całkowicie zniknęła po tym, jak oznajmiła, że nie jest w stanie spłacić pożyczki.
Minęło osiem lat i do dziś nie mam od niej żadnych wiadomości. Gdybym nie praktykował Falun Dafa, z pewnością wykorzystałbym wszelkie możliwe sposoby, aby odzyskać ten dług, nie pozwalając, by tak znaczna suma pieniędzy przepadła. Teraz jednak jestem bardziej wyrozumiały; przynajmniej pomogłem jej uniknąć więzienia i uchroniłem jej dziecko przed bezdomnością, a to samo w sobie było wartościowe. Być może ona i jej mąż nadal zmagają się ze spłatą ogromnych długów z tamtego okresu. Jeśli kiedyś będę miał okazję ponownie ją spotkać, opowiem jej także swoją historię o tym, jak Falun Dafa odmieniło moje życie, mając nadzieję, że również zwróci się ku Falun Dafa i zmieni swój własny los.
Mandat taksówkarza
Pewnego dnia jechałem taksówką, a kierowca nie zauważył znaku informującego o ograniczeniu czasowym skrętu w pobliżu mojego miejsca docelowego. W rzeczywistości napis na znaku, znajdującym się w oddali, był zbyt mały; osoba nieznająca tej okolicy nie byłaby w stanie wyraźnie odczytać obowiązujących godzin. Gdy tylko skręciliśmy, od zaparkowanego przy drodze radiowozu podszedł policjant i dał kierowcy znak, aby się zatrzymał i odebrał mandat. Kierowca wyglądał na przygnębionego i powiedział do mnie: „Ale pech. To prawie koniec roku i próbują zwiększyć wpływy do budżetu”. Po zapłaceniu za kurs i wyjściu z taksówki zobaczyłem, jak kierowca podbiegł do policjanta, kłaniając się i błagając o wyrozumiałość, ale bez skutku. Funkcjonariusz polecił mu podejść do radiowozu po mandat.
Kiedy odchodziłem, czułem się coraz bardziej nieswojo. Kierowca nie zauważył znaku dlatego, że chciał podwieźć mnie jak najbliżej miejsca przeznaczenia. Branża taksówkarska już i tak zmaga się z trudnościami z powodu napływu prywatnych samochodów świadczących usługi przewozowe. Taksówkarze pracują długie godziny, często poświęcając zdrowie za niewielkie wynagrodzenie. Mandat mógł oznaczać dla niego stracony dzień pracy, przygnębienie przez kolejne dni, a prawdopodobnie także zmartwienie dla jego rodziny. Wyjąłem jedyne 100 juanów gotówki, jakie miałem w kieszeni, zawróciłem i podałem mu je, mówiąc: „Został pan ukarany mandatem za to, że przywiózł mnie tutaj, więc proszę przyjąć te 100 juanów”.
Był tak zaskoczony, że nie zdążył nawet podziękować, zanim odwróciłem się i odszedłem. Zanim zacząłem praktykować Falun Dafa, prawdopodobnie nie byłbym tak współczujący. Pomyślałbym, że to jego naruszenie przepisów doprowadziło do mandatu i nie ma to ze mną nic wspólnego. Jednak po rozpoczęciu praktyki Falun Dafa życzliwość i bezinteresowność, polegające na myśleniu o innych, przychodzą naturalnie i nie czuję, że cokolwiek straciłem.
Porzucenie urazy
Nienawiść, którą żywiłem w młodości z powodu fizycznego cierpienia, całkowicie zniknęła wraz z pogłębianiem mojego zrozumienia Dafa. Od tamtej pory nie odczuwałem nawet śladu urazy wobec kierowcy, który spowodował wypadek, młodego lekarza o ograniczonych umiejętnościach medycznych ani kolegi z klasy, który podczas upadku złamał mi rękę. Nie żywiłem również urazy wobec byłej współpracowniczki, która później nie spłaciła pożyczonych pieniędzy.
Zrozumiałem, że to, co wydawało się przypadkowym zranieniem lub złamaniem zaufania, było w rzeczywistości skutkiem karmy, którą nagromadziłem przez niezliczone wcielenia. Być może w poprzednich życiach sam skrzywdziłem innych lub nie dotrzymałem danych obietnic. Gdy porzuciłem urazę, poczułem ogromny spokój i wewnętrzną harmonię, a także głęboką wdzięczność wobec Mistrza za wytyczenie drogi mojego życia w obecnym wcieleniu.
Im większego bólu i trudności doświadczam w tym życiu, tym bardziej współczująco Mistrz pozwala mi spłacać ogromne długi karmiczne nagromadzone przez niezliczone wcielenia. Po przejściu przez te doświadczenia nie sposób sobie wyobrazić ani tym bardziej odwdzięczyć się Mistrzowi za ogrom cierpienia, które po cichu znosił dla mnie. Łaska Mistrza wobec nas jest wielka niczym góra.
Opowiadanie innym o Dafa
Po rozpoczęciu praktyki Falun Dafa codziennie wytrwale wykonywałem pięć zestawów ćwiczeń i studiowałem jeden wykład z Zhuan Falun. Jednocześnie coraz lepiej poznawałem prawdę o Dafa. Jako osoba, która odniosła korzyści dzięki Dafa, czułem odpowiedzialność za przekazywanie ludziom faktów o Falun Dafa oraz za ratowanie cennych Chińczyków, którzy zostali zatruci propagandą nikczemnej KPCh.
Zacząłem od opowiadania o Dafa moim krewnym. Każdego Nowego Roku spotykamy się na uroczystym bankiecie. Każdy musi wstać i powiedzieć kilka słów, zwykle wspominając przeszłość lub składając noworoczne życzenia. Kiedy przyszła moja kolej, wstałem i powiedziałem: „Najpierw życzę wszystkim dobrego zdrowia i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku. Co jest najważniejsze na tym świecie? Oczywiście zdrowie. Jak wszyscy wiecie, cierpiałem na śmiertelną chorobę. Dlaczego dziś nadal mogę siedzieć tutaj i jeść z wami kolację? Ponieważ praktykuję Falun Dafa. W przeciwnym razie nie byłoby mnie tutaj, abym mógł rozmawiać z rodziną”.
Szczegółowo opowiedziałem im o swoich doświadczeniach związanych z korzyściami, jakie otrzymałem dzięki Dafa. Na koniec powiedziałem również: „Musicie pamiętać, że Falun Dafa jest dobre. To najważniejsza rzecz w waszym życiu. KPCh jest ateistyczna. Jest nie tylko wrogiem Boga, ale także brutalnie prześladuje praktykujących ludzi wiary. Jest to coś, czego istoty boskie nie mogą tolerować. Wszyscy wstąpiliśmy do KPCh, Ligi Młodzieży lub Młodych Pionierów, składając przysięgę walki o komunizm i poświęcenia życia dla tej sprawy. To trująca przysięga. Gdy istoty boskie wyeliminują KPCh, będziemy cierpieć razem z nią. Tylko występując ze wszystkich jej organizacji, możemy mieć świetlaną przyszłość. Dla własnego bezpieczeństwa wszyscy powinniśmy wystąpić z KPCh i organizacji z nią związanych”.
W tym momencie wszyscy przy stole zaczęli rozmawiać. Jedna osoba powiedziała: „Czy nie występuje się automatycznie z Młodych Pionierów w wieku 12 lat? Czy nie występuje się automatycznie z Ligi Młodzieży w wieku 28 lat?”.
Ktoś inny powiedział: „Od wielu lat nie płacisz składek partyjnych. Czy to nie oznacza automatycznego wystąpienia z Partii?”.
Odpowiedziałem: „Nic z tego się nie liczy. Kiedy składaliście tę uroczystą przysięgę, zło pozostawiło na was swoje piętno. Tylko poprzez publiczne ogłoszenie wystąpienia z Partii, Ligi Młodzieży i Młodych Pionierów można całkowicie usunąć ten znak i otrzymać ochronę bogów. Można użyć pseudonimu. Najważniejsze jest szczere pragnienie wystąpienia z Partii, Ligi Młodzieży i Młodych Pionierów”.
Wszyscy przy stole użyli swoich pseudonimów, aby wystąpić z Partii i organizacji z nią związanych. Jeden z kuzynów powiedział: „Chociaż nigdy formalnie nie uczestniczyłem w działalności Partii, Ligi Młodzieży ani Młodych Pionierów, brałem udział w wielu organizowanych przez nich wydarzeniach. Teraz oświadczam, że występuję z nich wszystkich”.
Rozdałem wszystkim amulety z nadrukiem „Falun Dafa jest dobre. Prawda-Życzliwość-Cierpliwość są dobre”, a oni z radością je założyli.
Mam jedną krewną pracującą w administracji państwowej. Zdecydowanie zgadza się z faktami, które jej przekazuję, i mówi, że KPCh otwarcie sprzedaje stanowiska urzędnicze według ustalonych stawek, a niektóre kobiety oferują własne ciało w zamian za awans, co prowadzi do skrajnego chaosu i korupcji. Nie tylko pomogłem jej wystąpić z KPCh i organizacji z nią związanych, ale również zdobyłem dla niej książki Falun Dafa do przeczytania.
Mam także krewnego, który zajmuje kierownicze stanowisko w przedsiębiorstwie państwowym. Głęboko brzydzi się korupcją wśród urzędników i powiedział z oburzeniem: „Obecna kampania antykorupcyjna to tylko przedstawienie, pokaz dla społeczeństwa. To jak zabijanie much wokół szamba — im więcej much się zabija, tym więcej ich się pojawia”.
„Dlaczego? Ponieważ cały aparat państwowy i rządowy jest takim szambem, które nieustannie rozmnaża muchy. Jak można pozbyć się much, jeśli samemu jest się częścią problemu? Tylko przez zasypanie tego szamba i całkowitą zmianę środowiska można rozwiązać problem korupcji u źródła i wyeliminować muchy raz na zawsze”.
Ten krewny był świadkiem całego procesu mojego leczenia oraz niezwykłych zmian, których doświadczyłem po zetknięciu się z Falun Dafa. Kiedy opowiedziałem mu fakty o Falun Dafa, okazał się bardzo wyrozumiały i wspierający. Ten wieloletni członek Partii bez wahania zgodził się wystąpić z KPCh i organizacji z nią związanych.
Później, ilekroć miałem czas i okazję, aktywnie dzieliłem się swoim doświadczeniem praktykowania Falun Dafa z ludźmi, których spotykałem. Mówiłem im, że tak wspaniała praktyka jest niezwykle rzadka, a mimo to jej szerzenie jest zniekształcane i tłumione przez nikczemną KPCh, a praktykujący Falun Dafa są poddawani nieludzkim torturom i prześladowaniom. Wyjaśniałem, że aby dostrzec prawdę o świecie, trzeba zrozumieć, że Prawda-Życzliwość-Cierpliwość są uniwersalnymi wartościami.
Dzieląc się historią swojego cudownego powrotu do zdrowia, przekonałem wiele osób do wystąpienia z KPCh i organizacji z nią związanych. Wśród nich byli urzędnicy państwowi, wysoko wykwalifikowani specjaliści z przedsiębiorstw przemysłu obronnego, inżynierowie przedsiębiorstw państwowych, robotnicy, rolnicy, sprzedawcy, nauczyciele, właściciele firm oraz ludzie ze wszystkich warstw społecznych. Byli również skłonni często powtarzać dla bezpieczeństwa słowa: „Falun Dafa jest dobre. Prawda-Życzliwość-Cierpliwość są dobre”. Ludzie często mówili mi: „Zdecydowanie wierzę w to, co mówisz. Czyż twój cudowny przypadek nie jest najlepszym dowodem?”.
Najszczęśliwszy człowiek
18 października 2020 roku to dzień, którego nigdy nie zapomnę. Wczesnym rankiem przyśniło mi się, że Mistrz, o życzliwej twarzy i dostojnej postawie, ubrany w mlecznobiały strój do ćwiczeń, wraz z ogromną rzeszą praktykujących Dafa, przybył do mojego domu. Dom był wypełniony praktykującymi. Podekscytowany jak dziecko, spojrzałem na Mistrza, ująłem go pod ramię i zaprosiłem do środka. Moje serce przepełniały bezgraniczne szczęście i ciepło. Następnie podbiegłem do praktykujących Dafa i powiedziałem z uśmiechem: „Czy wiecie? Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie”. Uśmiechnęli się do mnie.
Później zaprosiłem Mistrza, aby usiadł na krześle, i podałem mu butelkę wody. Jednak po chwili Mistrz lekko zmarszczył brwi, a na jego twarzy pojawił się wyraz niewielkiego dyskomfortu. Sprawiło to, że poczułem się winny. Czy woda, którą mu podałem, była nieczysta? We śnie nagle zrozumiałem, że Mistrz pomaga nam, praktykującym, eliminować karmę. Moje serce wypełniły ogromne poczucie winy i wdzięczność.
Po pewnym czasie praktykujący towarzyszyli Mistrzowi w podróży łodzią na bardzo dużą wyspę, aby szerzyć Dafa. Podczas podróży pozostawałem blisko jego lewej strony, czujnie wypatrując wszelkich możliwych zagrożeń ze strony morza. Po zejściu na ląd również trzymałem się blisko lewej strony Mistrza, uważnie obserwując otoczenie i nieustannie myśląc o tym, aby go chronić oraz wspierać Dafa.
Kiedy wielka grupa praktykujących Dafa wraz z Mistrzem dotarła w głąb wyspy, byliśmy już bezpieczni. Udaliśmy się do dużej restauracji na posiłek. Siedziałem przy stole ustawionym po przekątnej naprzeciwko Mistrza i obserwowałem, jak z życzliwym uśmiechem patrzył na śmiejących się i rozmawiających praktykujących, gdy wspólnie jedliśmy. Pod koniec posiłku zdałem sobie sprawę, że byłem tak podekscytowany, iż zapomniałem zjeść. Szybko zjadłem placek, a następnie wraz z innymi praktykującymi radośnie i w uroczystym pochodzie towarzyszyłem Mistrzowi w dalszej drodze w głąb wyspy, aby szerzyć Fa pośród wszystkich czujących istot.
Obudziłem się z tego snu, a wkrótce potem nadszedł czas porannych ćwiczeń. Na moich ustach wciąż gościł uśmiech. Sen był niezwykle wyraźny; pamiętam każdy jego szczegół, a szczególnie słowa, które z radością powiedziałem innym praktykującym: „Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie”.
Zakończenie
Tak, naprawdę jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Jest to prawdą zarówno w moich snach, jak i tym bardziej w rzeczywistości. Po rozpoczęciu praktyki Dafa zrozumiałem, że to życie było przeznaczone do poszukiwania i praktykowania Falun Dafa; słowa nie są w stanie opisać tego niezwykłego szczęścia i tej niepowtarzalnej okazji. Wszelkie cierpienia i trudności, których doświadczałem wcześniej, były długami karmicznymi, które musiałem znieść i spłacić. Ilość karmy, którą Mistrz pomógł mi ponieść, jest niewyobrażalna, za co jestem mu niezmiernie wdzięczny, a moja wiara w Mistrza i Fa stała się jeszcze silniejsza.
W nadchodzących latach będę pilnie i sumiennie wykonywał trzy rzeczy, które Mistrz zalecił praktykującym. Oprócz studiowania nauk Dafa i wykonywania ćwiczeń będę również szerzej rozpowszechniał Dafa, pomagał ratować więcej ludzi i powrócę do domu wraz z Mistrzem.
(Wybrana praca nadesłana z okazji Światowego Dnia Falun Dafa 2026 na stronie Minghui.org)
Tekst oryginalny ukazał się w wersji anglojęzycznej na stronie en.Minghui.org dnia 12 czerwca 2026 roku
Copyright © 1999-2025 Minghui.org. Wszelkie prawa zastrzeżone.