(Minghui.org) Zaczęłam praktykować Falun Dafa w 1998 roku i wzięłam udział w wielkim wydarzeniu, podczas której wielu praktykujących zebrało się, by wykonywać ćwiczenia i przedstawiać Falun Dafa. Codziennie rano ćwiczyliśmy w parku i było to wspaniałe doświadczenie.

W 1999 roku ukończyłam studia i pracowałam przez sześć miesięcy, po czym straciłam pracę z powodu prześladowań Falun Dafa. Od ponad 20 lat nie mam stałej pracy. Pracowałam w różnych branżach, ale nigdy nie udało mi się utrzymać zatrudnienia dłużej niż rok. Później opiekowałam się moimi starszymi rodzicami i dzieckiem i zostałam gospodynią domową.

W zeszłym roku przyjaciółka zachęciła mnie, abym złożyła podanie o pracę jako wykładowca na uniwersytecie. Powiedziała, że nie mam kwalifikacji, ale mogę wziąć udział w kilku kursach i je zdobyć. Byłam bardzo szczęśliwa, ale też zmartwiona.

Zaczęłam przygotowywać swoje CV, ale napotkałam wiele trudności.

Umiejętności komputerowe i podstawowe

Nie miałam laptopa. Wynajęłam mieszkanie w pobliżu szkoły mojego dziecka. Żaden z członków rodziny nie mieszkał w tym samym mieście. Na szczęście w mieszkaniu był Internet. Znalazłam stary laptop, ale niektóre klawisze były zepsute. Plastikowe elementy wokół ekranu i klawiatury były kruche z powodu wieku i rozpadały się. Mimo że miał 20 lat, główne części nadal nadawały się do użytku.

Problem polegał na tym, że nie znałam się na komputerach, telewizji, telefonach komórkowych ani Internecie. Rzadko korzystałam z komputera. Kiedy moja przyjaciółka poprosiła mnie, żebym pobrała aplikację i przesłała jej moje CV oraz wypełnione formularze, nie do końca zrozumiałam, o co jej chodzi. Nie wiedziałam, jak pobrać oprogramowanie ani jak korzystać z platformy internetowej. Przyjaciółka krok po kroku nauczyła mnie obsługi komputera. Nie korzystałam z edytora tekstu, więc nie wiedziałam, jak zapisać plik i zepsułam formatowanie. Następnie przesłałam dokumenty i poprosiłam nauczycielkę z uniwersytetu, aby poprawiła dla mnie formatowanie.

Pracowałam w różnych branżach i posiadałam różne certyfikaty. Wysłałam je mojej przyjaciółce. Ucieszyła się, widząc, że ukończyłam wiele kursów z psychologii i mogłam nadrobić braki w zakresie obsługi komputera.

Po przesłaniu CV odwiedziłam uniwersytet i dowiedziałam się, że zostanie wykładowcą nie jest łatwe, zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja, kto nie ma profesjonalnego wykształcenia. Po pierwsze, musiałam zdać egzamin z języka mandaryńskiego. Po drugie, wymagano ode mnie udziału w szkoleniu przed zatrudnieniem, które zaliczyłam. Po trzecie, musiałam przeprowadzić lekcję pokazową. Po czwarte, musiałam mieć roczne doświadczenie w nauczaniu i zdać ocenę, zanim będę mogła ubiegać się o uprawnienia nauczyciela akademickiego. Nie do końca rozumiałam, co oznacza każdy z tych kroków, więc nawet nie wiedziałam, czego się obawiać. Wiedziałam tylko, że muszę rozwiązywać każdy problem po kolei.

Szukałam w Internecie informacji na temat egzaminu z języka mandaryńskiego. Algorytm polecił mi ośrodek szkoleniowy, który pomógł mi zapisać się na egzamin. Nie było to drogie, a dodatkowo zapewniało dostęp do zbioru przykładowych pytań. To mogło rozwiązać mój problem. Zapisałam się więc na egzamin, który miał odbyć się tydzień później.

Znałam miejsce, w którym odbywał się egzamin. Zauważyłam, że większość osób to studenci, a wszyscy otrzymali broszurę. Mogłam sama zapisać się na egzamin i kupić zeszyt ćwiczeń w Internecie, co pozwoliłoby mi zaoszczędzić trochę pieniędzy. Organizacja szkoleniowa ukryła tę informację. Czułam się oszukana i zaniepokojona. Pomyślałam: „Ważne jest, żeby zdać egzamin. Jeśli mi się nie uda, potraktuję to jako lekcję i nic nie stracę”. Kiedy miesiąc później ogłoszono wyniki, okazało się, że zdałam egzamin.

Szkolenie, nauka i presja świata rzeczywistego

Musiałam wziąć udział w szkoleniach podczas wakacji letnich. Było ich sześć. Dwa z nich to były zajęcia stacjonarne z egzaminami. Cztery to były kursy online z zadaniami do wykonania. Moje dziecko skończyło szkołę, więc wróciliśmy do naszego rodzinnego miasta. Nie było tam Internetu. Mój laptop był zbyt stary, żeby połączyć się z hotspotem w moim telefonie, więc poszłam z dzieckiem do domu mojej przyjaciółki, żeby skorzystać z jej Internetu. Czułam dużą presję związaną z wykonywaniem zadań. Nie wiedziałam, jak używać sztucznej inteligencji do pisania. Moja przyjaciółka też nie wiedziała. Chciałam napisać zadanie sama, zamiast korzystać ze sztucznej inteligencji. Słuchałam nauczycieli na zajęciach, dzięki czemu zdobyłam wiedzę z dziedzin, które nie były mi znane. Aby dobrze wykonać zadanie, szybko poszerzyłam swoją wiedzę i wszystko zrobiłam solidnie. Ukończyłam kursy online po kilku nieprzespanych nocach.

W domu działo się kilka rzeczy. Moje dziecko skończyło egzaminy wstępne na uniwersytet, więc czekało na ostateczne wyniki i zaczęło wypełniać wnioski o przyjęcie na studia. Musiałam wygospodarować czas, aby uczestniczyć w szkoleniach. Kiedy w końcu miałam chwilę przerwy, usłyszałam, że aresztowano kilku praktykujących i nie wiemy, gdzie się znajdują. To była smutna wiadomość. Chociaż moje dziecko uzyskało dobre wyniki i zostało przyjęte na prestiżowy uniwersytet, czułam się przygnębiona. Do tego czasu większość wakacji już minęła.

Zaczęłam przygotowywać się do egzaminów na kursy stacjonarne po tym, jak odprowadziłam dziecko na uniwersytet. Egzaminy miały się odbyć za dwa tygodnie. Musiałam przeczytać mnóstwo książek. Pytania nauczyciela były skomplikowane i nie mogłam znaleźć gotowych odpowiedzi w książkach. Musiałam w pełni zrozumieć materiał i czytać książki w sposób systematyczny, ale nie miałam na to czasu. Wykorzystałam sztuczną inteligencję do wyszukiwania odpowiedzi, ale były one szablonowe i poniżej oczekiwań. Trudno mi było je zapamiętać. Tempo moich przygotowań było powolne i nie potrafiłam opanować niepokoju. Czułam się bezradna. Myślałam nawet o rezygnacji.

Przełom

Wysłałam SMS-a do nauczycielki, która miała zdawać egzaminy razem ze mną. Zapytałam ją, jak idą jej przygotowania. Odpowiedziała, że uczyła się, ale niczego nie pamięta. Zasypiała, gdy tylko brała książki do ręki. Rozważała inne opcje. Przesłała mi materiały, które przygotowała. Była to wersja w całości oparta na sztucznej inteligencji. Nic dziwnego, że niczego nie pamiętała. Po uporządkowaniu notatek udostępniłam jej moją wersję.

Czułam, że nie mogę tak dalej postępować. Jako praktykująca mam zasady Prawdy, Życzliwości i Cierpliwości wyryte w sercu. Nie powinnam nawet myśleć o robieniu rzeczy, których praktykująca nie powinna robić. Gdyby to nie był egzamin z otwartą książką, musiałabym sama odpowiadać na pytania. Nie miałam jednak zbyt wiele czasu. Wymyśliłam więc pewien sposób. Nie mogłam przerobić całej treści w tak krótkim czasie. Zrezygnowałam z 20% materiału i zapamiętałam skróconą wersję każdego pytania, a następnie wyeliminowałam treści, które trudno było zapamiętać. Przetłumaczyłam istniejącą treść na zrozumiały i potoczny język. Skondensowałam ją w krótkie odpowiedzi, zapisałam w zeszycie i zapamiętałam. Nadal pozostało wiele treści, których nie zapamiętałam.

Spędziłam kilka dni na porządkowaniu notatek i zaczęłam czuć się pewnie. Kiedy zadzwoniłam do męża, powiedział: „Nie nakładaj na siebie takiej presji. Nawet jeśli ci się nie uda, to czy to taka wielka sprawa?”. Byłam zaskoczona. Nigdy nie myślałam o porażce. Jeśli coś postanowiłam, muszę dać z siebie wszystko. Zawahałam się trochę i powiedziałam: „Jeśli mi się nie uda, jest egzamin poprawkowy. Ale będę czuła, że straciłam twarz”. Po tej rozmowie poczułam ulgę. Gdybym nie obciążała się sławą ani osobistym interesem, czułabym się o wiele bardziej zrelaksowana.

Wytrwałość pomimo rodzinnego wypadku

Kiedy byłam na ostatnim etapie przygotowań do egzaminów, mój syn zrezygnował z pracy i niespodziewanie wrócił do domu. Powiedział, że zamierza przygotować się do egzaminu z języka obcego. Chciał wyjechać za granicę do kraju, którego jego ojciec nie akceptował. Ojciec zagroził, że odetnie mu wsparcie finansowe. Nie pozwolił mi też dawać synowi żadnych pieniędzy. Znalazłam się w trudnej sytuacji i czułam się bezradna. Miałam nadzieję, że mój syn wróci do domu po tym, jak skończę egzaminy! Ale teraz musiałam gotować trzy posiłki dziennie, prać i sprzątać, a także rozwiązać tę sprawę. Musiałam zachować spokój i skupić się na przygotowaniach do egzaminów. Cudem udało mi się zachować spokój. Tak dobrze jest być praktykującą Falun Dafa. Udało mi się odciąć od zewnętrznych zakłóceń i przejrzeć sytuację. Wiedziałam, że to była wielka mądrość, którą obdarzyła mnie Falun Dafa.

Wyniki egzaminów

Dwa tygodnie minęły szybko. Kiedy otrzymałam arkusze egzaminacyjne z dwóch przedmiotów, byłam pod wielkim wrażeniem nauczycieli, którzy opracowali pytania. Żadne z pytań nie znalazło się wśród tych, do których się przygotowywaliśmy. Wiele pytań pośrednich wymagało wyrafinowanych odpowiedzi. Jednak jeśli student uważnie słuchał wykładów i pilnie się uczył, był w stanie odpowiedzieć na pytania. Większość osób, które przystąpiły do egzaminów, była młoda, miała wysokie kwalifikacje i studiowała pedagogikę. Po ogłoszeniu wyników niektórzy musieli przystąpić do egzaminów poprawkowych.

W obu egzaminach uzyskałam wysokie wyniki. Wiedziałam, że zawdzięczam to mądrości, jaką obdarzyła mnie Dafa. Wiedziałam, że to siła i mądrość praktykującego, która różni się od zwykłej bystrości zwykłego człowieka.

Przygotowania do lekcji pokazowej

Po zdaniu egzaminu zadzwonił do mnie koordynator z uniwersytetu. Zapytał, czy mogłabym poprowadzić zajęcia dla dużej grupy studentów na konkretnym przedmiocie kierunkowym. Dotychczasowy wykładowca nie miał doświadczenia i należało go zastąpić. Przedmiot ten należał do mojego kierunku studiów. Zgodziłam się przeprowadzić pokaz zajęć następnego dnia. Nie wiedziałam, jak długo powinien trwać pokaz zajęć ani o czym powinnam wykładać. Materiały znajdowały się na uniwersytecie. Postanowiłam zabrać je tego dnia do domu.

Mój dom znajdował się daleko od uniwersytetu. Nie chciałam wydawać pieniędzy na taksówkę, więc pojechałam autobusem na uniwersytet. Moja przyjaciółka dowiedziała się, że mam przeprowadzić pokaz zajęć i czekała na mnie. Powiedziała, że koordynator stwierdził, iż termin jest zbyt krótki, i zgodziła się przełożyć lekcję o kilka dni, ponieważ inni doświadczeni nauczyciele potrzebowali co najmniej tygodnia na przygotowanie się, a ja nie miałam pojęcia o lekcji pokazowej. Odpowiedziałam, że koordynator mi to powiedział, ale czułam, że nie należy opóźniać zajęć. Koordynator był skłonny dać mi szansę następnego dnia. Gdybym nie dała rady, mieliby dodatkowy czas, aby poprosić o pomoc innych nauczycieli. Czasu było mało.

Moja przyjaciółka zabrała mnie do swojego biura na pilne szkolenie, ale każda dziedzina ma swoje sekrety. Zaczęła się martwić, że nie będzie w stanie mi pomóc, i zasugerowała, żebym poszukała filmiku na Bilibili. Powinnam była obejrzeć filmik pokazujący, jak prowadzić wykłady. Zapytałam ją, czym jest Bilibili. Zaniemówiła. Czuła tę pilną potrzebę tak, jakby sama stała w ogniu. Pomogła mi pobrać oprogramowanie i odpowiedziała na moje najważniejsze pytania. Powiedziała, że prezentacja dydaktyczna ma na celu skondensowanie godzinnej lekcji do 10–15 minutowego filmu, w którym powinno znaleźć się wprowadzenie, temat główny, treść zasadnicza, podsumowanie i zadanie domowe. Poprosiła mnie, abym zwróciła szczególną uwagę na interakcję z uczniami. Powiedziała, że muszę znaleźć film na Bilibili i postępować zgodnie z nim. Powiedziała, że wszystko jest na Bilibili.

Wydałam kilkadziesiąt juanów na taksówkę i wróciłam do domu o 21:00. Zjadłam coś na szybko i uspokoiłam się. Otworzyłam telefon, żeby poszukać filmu do obejrzenia. Ku mojemu zaskoczeniu nie mogłam znaleźć żadnego, który pasowałby do treści mojego kursu. Sięgnęłam więc po książki, ale nie wiedziałam, od czego zacząć. W tym momencie miałam podwyższone ciśnienie i drżałam. Byłam w niezręcznej sytuacji i czułam się, jakbym znalazła się w ogniu burzy.

Na szczęście natrafiłam na film pokazujący, jak przeprowadzić pokaz dydaktyczny. Poczułam, że wszystko ułożyło się w całość. W pokazie wspomniano o bardzo ważnej kwestii, jaką jest „elastyczność” – o tym, by nie być sztywnym i nie ograniczać się do zapamiętywania treści.

Zakończenie przygotowań do lekcji pokazowej

Metoda mojego przyjaciela nie była praktyczna. Była już północ, więc musiałam znaleźć własne rozwiązanie. Szybko wymyśliłam prostszy temat. Syn pożyczył mi swojego laptopa, żebym mogła przygotować prezentację w PowerPoint. Zależało mi na dobrym tle i wyglądzie. On jednak nie rozumiał, czego oczekuję, i wydawało mi się, że działa zbyt szybko. Przechodził do kolejnego kroku, zanim zdążyłam zorientować się, co robi. W końcu znalazłam proste rozwiązanie. Poprosiłam go, żeby skopiował kilka pustych stron, a potem zaczęłam przygotowywać notatki. Była już wtedy północ.

Szybko przygotowałam w głowie szkic i zrobiłam kilka prostych slajdów. Była już 1 w nocy. Bolała mnie głowa. Powiedziałam sobie, że muszę się wyspać. Leżąc w łóżku, moje myśli pędziły. Powinnam uczyć w ten sposób i w tamten sposób. Nie mogłam przestać myśleć. Starałam się jak mogłam, żeby oczyścić umysł i o niczym nie myśleć. Czułam się zmęczona fizycznie, ale mój umysł był bardzo aktywny. Po raz pierwszy w życiu nie spałam całą noc.

Zaniepokojona, ale skupiona: przygotowania do lekcji pokazowej

Byłam tak zdenerwowana, że następnego ranka miałam biegunkę. Kilka razy chodziłam do toalety. Wiedziałam, że muszę się skupić i nie dać się rozpraszać. Poprosiłam syna, żeby sam zadbał o swoje posiłki, bo musiałam przećwiczyć swoją prezentację. Nagrałam ją i skróciłam do 10 minut. Dzięki temu nie przekroczyłabym limitu czasowego. Przed wyjściem z domu przećwiczyłam to kilka razy. Uniwersytet był daleko od mojego domu i nie znałam trasy.

Kiedy dotarłam na miejsce, dowiedziałam się, że każdy prowadzi inne zajęcia. Przeprowadziłam swoją lekcję pokazową przed doktorantami. Po zakończeniu prezentacji kierownictwo uczelni zadawało pytania. Jedno pytanie skierowano do wszystkich: „W jaki sposób włączyłbyś aspekt ideologiczny i polityczny do swojego nauczania?”. Nie wiedziałam, jak odpowiedzieć na to pytanie. Nie wiedziałam, na czym polega edukacja ideologiczna i polityczna. Poprzedni nauczyciele nie odpowiedzieli szczegółowo na to pytanie. Nie do końca to rozumiałam. Domyśliłam się, że musi to mieć coś wspólnego z charakterem moralnym. Musimy kształcić studentów, aby stali się utalentowanymi osobami o silnym charakterze moralnym. Powiedziałam sobie, żeby się nie przejmować i po prostu podążać za naturalnym biegiem rzeczy.

Przekazywanie moich prawdziwych myśli

Poproszono mnie o wcześniejsze przeprowadzenie prezentacji, ponieważ poprzedni wykładowca nie miał przygotowanej pamięci USB. Kiedy stanęłam na podium, byłam spokojna. Nie przywitałam się z zgromadzonymi słowami „Witajcie, studenci”, jak to robili poprzedni wykładowcy. Byli to przedstawiciele kierownictwa uczelni. Nie mogłam nazwać ich „studentami”. Nie powiedziałam też „Witajcie, liderzy”. To sugerowałoby, że osoby na scenie i poza nią nie są sobie równe. Powiedziałam: „Witajcie wszyscy!”. Następnie wyświetliłam kilka slajdów PowerPoint. Nie zapisałam niczego na tablicy. Po prostu mówiłam. W ciągu 10 minut omówiłam treść, w tym główne tematy, kontekst i moje własne doświadczenia. Zauważyłam, że wszyscy słuchają mnie z uwagą. Zadałam kilka pytań. Wszyscy się nad nimi zastanowili, a niektórzy udzielili odpowiedzi. Niektóre pytania wymyśliłam na poczekaniu, widząc, że liderzy są w starszym wieku. Zadałam pytania, które moim zdaniem do nich przemówią. Kiedy pojawiło się pytanie dotyczące kwestii ideologicznych i politycznych, powiedziałam: „Z pewnością poruszę ten temat. Pewien przedsiębiorca powiedział, że jeśli chcesz założyć firmę, musisz przede wszystkim być uczciwym człowiekiem. Chodzi mi o to, że jeśli chcesz być nauczycielką, musisz przede wszystkim być uczciwym człowiekiem. Jeśli ktoś nie postępuje właściwie, nie zajdzie daleko”. Podałam kilka przykładów. Wszyscy słuchali, ponieważ to, o czym mówiłam, różniło się od tego, co mówili inni nauczyciele.

Pomyślnie zdałam próbną lekcję. Powiedziano mi, że kierunek mojej lekcji był niewłaściwy. Kiedy kierownik mi to wyjaśnił, zrozumiałam swój błąd.

Odkrywanie moich umiejętności dydaktycznych

Kilka dni później zaczęłam prowadzić zajęcia w dużej grupie. Zanim jednak zaczęłam uczyć, musiałam napisać plan lekcji i uzupełnić niektóre treści, których nie wykorzystałam podczas zajęć. Musiałam też przygotować się do lekcji. Nigdy wcześniej nie widziałam planu lekcji. Wiedziałam, że tym razem nikt nie będzie mógł mi pomóc. Postępowałam zgodnie z formatem i napisałam plan zgodnie z własnym rozumieniem. Uważałam, że studenci powinni nauczyć się czegoś znaczącego i zdobyć cenną wiedzę z każdej lekcji. Moje zajęcia powinny być praktyczne i pełne wartościowych treści. Powinny być interesujące, aby studenci chętnie w nich uczestniczyli. Nie wiedziałam, jak nauczyciele prowadzą zajęcia na uniwersytecie. Powiedziano mi, żebym sama je zorganizowała. Zaprojektowałam więc zajęcia zgodnie z własnymi pomysłami. Okazało się to znacznie łatwiejsze, niż myślałam. Złożyłam swoje plany zajęć i nikt nic nie powiedział. Nie wiedziałam, że to powinny być zajęcia teoretyczne. Zaprojektowałam je jako zajęcia praktyczne i przez cały semestr prowadziłam wykłady.

Na pierwsze zajęcia przyszedł jeden z dyrektorów uczelni. Przedstawił mnie studentom jako trzeciego wykładowcę tego przedmiotu, bo dwóch pierwszych było niedoświadczonych i ich zastąpiono. Powiedział, że mam bogate doświadczenie zawodowe i dydaktyczne. Poprosił studentów, żeby zadawali mi pytania. Po pierwszych zajęciach dostałam dziesiątki pytań.

Uniwersytet poświęcił tej grupie wiele uwagi ze względu na jej szczególną sytuację. Po pierwszej lekcji kierownictwo porozmawiało ze studentami. Mój kolega szybko przekazał mi pozytywne opinie. Bardzo podobało mi się prowadzenie tych zajęć. Studenci przychodzili na zajęcia i byli bardzo chętni do współpracy. Odrabiali zadania domowe. Bardzo ich chwaliłam i świetnie się dogadywaliśmy.

Pozytywne opinie

Po pewnym czasie uczelnia przesłała mi zrzut ekranu z ankiety, w której pytano studentów, którego nauczyciela lubią i dlaczego. Niektórzy twierdzili, że jestem łagodna. Inni mówili, że mam poczucie humoru. Jeszcze innym podobał się mój sposób nauczania. Koordynator uczelni podziękował mi za przejęcie tej grupy.

Cechą charakterystyczną mojej grupy była wysoka frekwencja; w tej dużej grupie było wielu studentów, ale niewielu było nieobecnych. Po każdej lekcji zadawałam studentom prace domowe. Wszyscy oddawali zadania domowe. Zadawałam wiele pytań, a studenci odpowiadali. Byli bardzo chętni do współpracy. Myślałam, że tak powinno wyglądać na zajęciach. Ale stopniowo dowiedziałam się od mojego syna i innych studentów, że nie było tak, jak mi się wydawało. Podczas mojej ostatniej lekcji student z pierwszego rzędu poczekał, aż wszyscy inni studenci wyszli, i wręczył mi bukiet kwiatów. Mój syn powiedział: „Dobrze sobie radzisz. Jesteś świetną nauczycielką”.

Nie otrzymałam żadnej informacji zwrotnej od uczelni. Pod koniec semestru przedłużono mi umowę. Dano mi pierwszeństwo w wyborze zajęć, które chciałam prowadzić w następnym semestrze. Przedstawiono mi kryteria certyfikacji nauczycieli o podwójnych kwalifikacjach. Nauczyciele o podwójnych kwalifikacjach to osoby, które mogą prowadzić zarówno zajęcia teoretyczne, jak i praktyczne. W końcu zrozumiałam, że niechcący przekształciłam kurs teoretyczny w zajęcia praktyczne.

Rozwój i mądrość

Nieustannie zgłębiałam i udoskonalałam swój sposób nauczania. Studiowałam treści, opracowywałam program zajęć i uczyłam się, jak dobrze uczyć. Pochodziłam spoza branży, więc miałam świeże spojrzenie. Nie pochodziłam z uczelni ani z przedsiębiorstw. Przez wiele lat nie miałam formalnej pracy. Nie mogłam powiedzieć, że pochodzę z dobrego środowiska rodzinnego. Prowadziłam proste życie. Nie umiałam nawet ugotować porządnego posiłku. Moja mądrość pochodziła z Falun Dafa. Różnię się od innych ludzi tym, że mam inne nastawienie. Potrafiłam jasno dostrzegać rzeczy i widziałam ich istotę. Przekazywałam swoje przesłania w prosty i głęboki sposób. Uczniowie nagle wszystko doskonale rozumieli.

Najważniejszą różnicą jest to, że praktykujący mają dobre pole energetyczne, spokojne pole energetyczne, które może naprawić to, co jest nie tak, i przynosić uczniom korzyści zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Uczniowie czuli się komfortowo i chcieli uczęszczać na zajęcia.

Praktykujący Falun Dafa czynią dobre uczynki i na pierwszym miejscu stawiają innych ludzi. Wszystkie moje myśli skupiają się na dobru studentów i uczelni. Staram się nie poddawać chaotycznym myślom i skupiam się wyłącznie na studiowaniu Fa oraz nauczaniu.

Wydałam 2000 juanów na nowy laptop i choć działał on dość wolno, w zupełności mi wystarczał.

Nigdy nie sądziłam, że pewnego dnia stanę na podium i będę nauczała. Patrząc na młodych studentów o pustych twarzach, mam nadzieję, że Falun Dafa oświeci ich, a uniwersalne wartości Prawdy, Życzliwości i Cierpliwości przyniosą im nadzieję.

(Wybrany tekst nadesłany z okazji Światowego Dnia Falun Dafa 2026 na stronie Minghui.org)

Tekst przetłumaczony z wersji anglojęzycznej, która ukazała się na stronie en.Minghui.org dnia 4 czerwca 2026