(Minghui.org) Byłam ogromnie szczęśliwa, że jako nastolatka poznałam Fa. W tamtym czasie nie miałam o tym pojęcia, ale Mistrz Li czuwał nade mną na długo przedtem. Gdy moja mama i ja zaczęłyśmy praktykować Falun Dafa (znane również jako Falun Gong), odniosłyśmy z tej praktyki wiele korzyści, a inni członkowie naszej rodziny także otrzymali błogosławieństwa. Łaska Dafa jest tak ogromna, że jestem wiecznie wdzięczna Mistrzowi za jego miłosierne zbawienie.

Mama często opowiadała mi, jak słaba i chorowita byłam jako dziecko. Przez całą ciążę nie mogła niczego utrzymać w żołądku i wymiotowała wszystkim, co zjadła, z wyjątkiem wodnistej kaszki, aż do chwili porodu.

Inne noworodki były pulchne i zdrowe, a ja byłam ciemniutkim, pomarszczonym maleństwem z marszczącym się czołem. Zaledwie kilka dni po narodzinach pojawił się u mnie sączący się wyprysk, a całe ciało pokryły pęcherze. Gdy pękały, wyciekał z nich żółtawy płyn, tworząc na skórze strupy.

Nieustannie marudziłam i płakałam, nie pozwalając nikomu spać w nocy. Lekarz przepisał środek uspokajający. Pewnego razu tata podał mi dawkę dla dorosłych, która mnie znokautowała. Nie obudziłam się aż do chwili, gdy kilka dni później zawiózł mnie na pogotowie.

Jako małe dziecko niemal co miesiąc chorowałam na coś innego i potrzebowałam leków albo kroplówek. Mój układ odpornościowy był tak słaby, że chorowałam zawsze, gdy któreś dziecko w przedszkolu miało przeziębienie. Gdy miałam trzy lata, dostałam uporczywej, wysokiej gorączki i dopiero po 24 godzinach intensywnej opieki temperatura wróciła do normy. W wieku czterech lat zachorowałam na gruźlicę.

W drugiej klasie znów miałam wysoką gorączkę i pęcherze na całym ciele. Lekarz podał mi lek dożylnie, lecz mój stan się pogarszał. Mama zabrała mnie do innego szpitala, gdzie powiedziano nam, że podany lek był przeciwieństwem tego, którego potrzebowałam, i mógł mnie zabić. O włos uniknęłam kolejnego zagrożenia życia.

Krótko po rozpoczęciu czwartej klasy zachorowałam na zapalenie wątroby. Byłam wtedy tak opóźniona w rozwoju fizycznym, że lekarz zapytał mamę, czy ona i tata są spokrewnieni. Mama próbowała wszystkiego – różnych terapii, diet i suplementów, lecz wciąż byłam słabym, wątłym dzieckiem. Mała, ciemnej karnacji, w szkole byłam przezywana „afrykańską uchodźczynią”.

Nie mam pojęcia, jak w ogóle dotrwałam do liceum. Szkoła znajdowała się w mieście powiatowym, zbyt daleko, by codziennie dojeżdżać, więc zamieszkałam w internacie. Po raz pierwszy byłam sama, z dala od domu i rodziców. Wkrótce po rozpoczęciu roku szkolnego pojawiły się problemy z sercem. Lekarze zasugerowali, by rodzice zabrali mnie do szpitala w mieście. Lekarze w miejskim szpitalu również nie potrafili postawić diagnozy. Po wypisie zalecono codzienne kroplówki oraz drogie preparaty odżywcze dla mięśnia sercowego, podawane w lokalnej placówce medycznej.

Mama zaprowadziła mnie do kliniki, w której pracowała jej znajoma, aby podać pierwszą kroplówkę. Kilka minut po tym, jak wyszła do pracy, moje serce zaczęło bić coraz szybciej, a ja poczułam nieznośny ból. Miałam trudności z oddychaniem, żołądek zaczął mnie boleśnie kurczyć, a wszystkie narządy zdawały się mnie przygniatać. Myślałam, że umrę na miejscu!

Zawołałam przyjaciółkę mamy. Gdy mnie zobaczyła, spanikowała i pobiegła po lekarza. Lekarz był zszokowany i nie wiedział, co robić. Nikt nie odważył się podejść ani nawet zatrzymać kroplówki.

Resztką sił wyrwałam igłę z żyły i natychmiast poczułam ulgę. Mogłam znów oddychać, a serce zaczęło zwalniać. Znajoma później powiedziała mamie, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziała. Inna pielęgniarka stwierdziła, że jedna osoba na tysiąc może mieć reakcję alergiczną na ten preparat, i to ja byłam tą jedną osobą.

Mama wierzy, że tyle razy uniknęłam śmierci, bo miałam predestynowaną więź z Dafa, czekałam na Mistrza i Fa. To prawda, Mistrz czuwał nade mną na długo przed tym, jak rozpoczęłam kultywację.

Rozpoczęcie praktyki przyniosło mi jeszcze więcej korzyści

Ponieważ mój problem z sercem utrzymywał się, mama przeniosła mnie do szkoły bliżej domu. Z powodów zdrowotnych zwolniono mnie całkowicie z wychowania fizycznego (WF). Podczas gdy moi rówieśnicy biegali lub uprawiali sport na dworze, ja siedziałam sama w klasie, czytając książkę lub odrabiając lekcje. Czułam się smutna i żałowałam samej siebie.

Latem po tym roku szkolnym mama zaczęła praktykować Falun Dafa. Pokazała mi swoją kopię Zhuan Falun, i od razu pomyślałam, że to wspaniała praktyka. Wspierałam ją całym sercem. Następnego lata sama zaczęłam praktykować Dafa. Mistrz wkrótce oczyścił moje ciało i po raz pierwszy w życiu byłam wolna od chorób, to było cudowne uczucie!

Na początku kolejnego roku szkolnego mogłam uczestniczyć w WF. Podczas pierwszej lekcji nauczyciel kazał nam przebiec 800 metrów. Po ukończeniu biegu serce biło mi szybko, ale nie zwracałam na to większej uwagi. Myślałam, że wkrótce wróci do normy. Jednak zamiast zwalniać, tętno coraz bardziej przyspieszało. Zaczął mi doskwierać oddech, czułam się jakby ktoś mnie dusił.

Nie chciałam, by ktokolwiek mnie taką zobaczył, więc po powrocie do klasy położyłam głowę na ławce i schowałam twarz w ramionach. Starałam się pozostać spokojna i nieruchoma, ale serce biło tak mocno, że miałam wrażenie, że wyskoczy z piersi. Coraz trudniej było mi oddychać. Koleżanka wołała moje imię, ale brzmiało tak daleko, że nie mogłam zrozumieć, co mówi. Inni uczniowie też zdawali się oddalać ode mnie coraz bardziej. Nie mogłam się skupić i traciłam przytomność. Ogarnęło mnie coraz silniejsze poczucie, że zaraz umrę.

Ostatkiem świadomości przypomniałam sobie: „Nigdy nie będę obwiniać Falun Dafa, cokolwiek się ze mną stanie”. W tej samej chwili wydarzył się cud – znów mogłam oddychać, a moje rozpędzone serce natychmiast zwolniło. Wróciłam znad krawędzi śmierci. Mistrz mnie uratował. Nie mogłam powstrzymać łez, nasz wspaniały, współczujący Mistrz znów mnie ocalił!

Zadzwonił dzwonek i rozpoczęła się następna lekcja. Dla innych uczniów był to zwyczajny dzień, ale ja w ciągu dziesięciu minut doświadczyłam życia i śmierci.

Z powodu problemów zdrowotnych opuszczałam w dzieciństwie wiele zajęć szkolnych, dlatego moje oceny nie były najlepsze. Nigdy nie miałam wysokiego poczucia własnej wartości i brakowało mi pewności siebie. Wchodząc w ostatni rok liceum, przyjaciółka mamy zasugerowała, abym spróbowała dostać się do szkoły artystycznej, która miała nieco niższe wymagania akademickie. Wiedziałam, że rok może nie wystarczyć, by poprawić umiejętności artystyczne na poziom wymagany przez uczelnię, do której chciałam iść, ale postanowiłam spróbować.

Moja nauczycielka plastyki z gimnazjum skontaktowała się ze swoim profesorem z uczelni i pomogła mi zorganizować lekcje. W każdy weekend jeździłam autobusem do stolicy prowincji na zajęcia artystyczne, wracając późno w nocy. W tygodniu ćwiczyłam samodzielnie, ile mogłam, jednocześnie ucząc się i dbając o oceny z innych przedmiotów. Po zaledwie ośmiu lekcjach i przy bardzo podstawowym zrozumieniu teorii zdecydowałam się przystąpić do standaryzowanego egzaminu do szkoły artystycznej.

Profesor uważał, że nie jestem gotowa, ponieważ miałam niewiele lekcji, ale mimo to zachęcił mnie, bym spróbowała. Nie miałam też doświadczenia z takimi egzaminami i wciąż za mało praktyki. Nie pamiętam samego egzaminu, zupełnie nic. Pamiętam tylko, że wychodząc z sali, moja głowa była całkowicie pusta. Moi rodzice i ja nie sądziliśmy, że się dostanę, ale ku naszemu zaskoczeniu wkrótce otrzymałam powiadomienie, że zdałam egzamin i zostałam przyjęta na uczelnię. Wiedziałam, że wszystko to zostało zaaranżowane przez Mistrza.

Dafa dało mi nową mamę

Moja mama jest osobą o silnej woli i bardzo ambitną. Zawsze cieszyła się doskonałym zdrowiem, ale urodziła chorowite dziecko – mnie. Oprócz wymagającej pracy zawodowej musiała poświęcać czas i energię na opiekę nade mną. Przewlekły stres i duże obciążenie obowiązkami odbiły się na jej zdrowiu – zaczęła podupadać na zdrowiu, stała się rozdrażniona i porywcza. Lekarze nie potrafili wyjaśnić, co jej dolega, i niewiele mogli jej pomóc. Przez lata próbowała różnych metod, w tym różnych odmian qigong, ale nic nie przynosiło rezultatów. Jej stan nadal się pogarszał, a ona stawała się coraz bardziej nerwowa.

Latem po mojej pierwszej klasie liceum mama zaczęła praktykować Falun Dafa. Doskonale pamiętam, że wróciła do domu w wyjątkowo dobrym nastroju, słyszałam, jak śpiewała, wchodząc po schodach. Z ciekawości zapytałam, co sprawiło, że jest taka szczęśliwa. Odpowiedziała, że całe jej ciało stało się lekkie, jakby unosiła się w powietrzu.

Przyjaciółka poleciła jej Falun Dafa i po spróbowaniu postanowiła praktykować. Natychmiast stałam się czujna i zapytałam, czy mogę przeczytać Zhuan Falun. Gdyby było tam coś szkodliwego, z pewnością sprzeciwiłabym się jej praktyce, ponieważ zarówno tata, jak i ja wiedzieliśmy, jak wiele szkody wyrządziły jej wcześniej inne odmiany qigong.

Kiedy otworzyłam Zhuan Falun na stronie ze zdjęciem Mistrza, wydał mi się bardzo znajomy. Powiedziałam mamie, że już wcześniej widziałam autora tej książki, ale nie pamiętam gdzie. Mama uznała, że żartuję, i powiedziała mi, że to Mistrz Li, założyciel Falun Dafa.

Po przeczytaniu kilku stron wiedziałam, że ta praktyka całkowicie różni się od wszystkiego, czego mama próbowała wcześniej. Książka uczyła ludzi, by byli dobrzy poprzez kultywowanie Prawdy–Życzliwości–Cierpliwości. Byłam przekonana. Powiedziałam mamie: „To naprawdę wspaniała książka!”. Miała nadzieję, że będę praktykować razem z nią, ale odmówiłam. Chciałam tylko, żeby ona praktykowała i odzyskała zdrowie.

Po rozpoczęciu praktyki mama całkowicie się zmieniła. Jej zdrowie się poprawiło, więc przejęła więcej obowiązków domowych. Wcześniej to tata zajmował się niemal wszystkimi pracami w domu z powodu jej złego stanu zdrowia. Stała się też znacznie szczęśliwsza i częściej się uśmiechała. Dawniej bywała zdystansowana, chłodna i niezwykle uparta. Wydawała tacie polecenia, jakby była jego przełożoną. Teraz jest skłonna słuchać i stała się dużo bardziej wyrozumiała. Nawet jej ton głosu jest łagodniejszy. Omawia z tatą różne sprawy przed podjęciem decyzji i często mówi: „Och, dobrze. W porządku!”.

Czasami naśladuję mamę, by trochę z niej pożartować, ale ona się nie obraża. Kiedyś nigdy nie odważyłabym się urządzać scen w jej obecności, bo wpadała w złość i szybko stawiała mnie do pionu – zdarzało się nawet, że mnie uderzyła. Teraz mogę pozwolić sobie na odrobinę sprzeciwu. Cierpliwie mnie wysłuchuje i rozmawia ze mną. Wiem, że mogę powiedzieć mamie o wszystkim i że naprawdę mnie słucha. Jej przemiana była tak ogromna, że czasami pytam samą siebie: „Czy to naprawdę moja mama? To wydaje się nierealne!”. Falun Dafa jest naprawdę wspaniałe, dało mi nową mamę.

Mistrz uratował mojego tatę

Mój tata miał wypadek ponad dziesięć lat temu, ale Mistrz go ocalił. Tego ranka wcześnie wyjechał do miasta powiatowego, aby załatwić pewne sprawy, a około pierwszej po południu ruszył w drogę powrotną do domu. Jadąc autostradą z prędkością około 70 mil na godzinę (ok. 110 km/h), zaczął przysypiać i oparł głowę o kierownicę, przez co samochód zjechał w lewo. Gwałtownie się ocknął, a śmiertelny wypadek wydawał się nieunikniony. Wtedy wydarzyło się coś niezwykłego, samochód sam skręcił w prawo i zatrzymał się.

Zszokowany i nie był w stanie pojąć, co właśnie się stało, tata siedział nieruchomo i nie mógł wydobyć z siebie słowa. Dopiero po dłuższej chwili odzyskał panowanie nad sobą i zadzwonił pod numer alarmowy oraz do ubezpieczyciela. Na miejsce przyjechał patrol drogowy i zapytał, gdzie są pasażerowie. Tata odpowiedział, że jechał sam. Funkcjonariusz był zaskoczony: „Niesamowite. Ma pan ogromne szczęście. Na tym odcinku drogi zdarzyło się już wiele wypadków”. Później rzeczoznawca z firmy ubezpieczeniowej obejrzał samochód, ale stwierdził jedynie niewielkie wgniecenie i rysę na drzwiach w miejscu, gdzie auto otarło się o betonową barierę energochłonną.

Kiedy tata opowiedział nam, co się wydarzyło, wszyscy zdaliśmy sobie sprawę, jak blisko był ciężkich obrażeń lub śmierci. Włożyłam do jego portfela odznakę z symbolem Falun (Koła Prawa) i powiedziałam: „Mistrz cię ocalił. Gdyby samochód sam nie skręcił i nie zatrzymał się, mogło to skończyć się tragicznie.

Szybkowar wybuchł, ale tata nie odniósł obrażeń

Pewnego dnia mama wyszła z domu, a ja zostałam z tatą. Byłam w swoim pokoju, gdy usłyszałam potężny huk, który wydawał się wstrząsnąć całym budynkiem. Pobiegłam do kuchni i zobaczyłam tatę stojącego przed kuchenką, osłupiałego. Płyta kuchenna i podłoga były pokryte kawałkami duszonego mięsa i wrzącym płynem, lecz ubrania i buty taty pozostały czyste, jakby chroniła go niewidzialna tarcza.

Zapytałam, co się stało. Odpowiedział, że wybuchł szybkowar. Próbował go uciszyć, przykrywając zawór bezpieczeństwa szmatką, myśląc, że w ten sposób rozwiązał problem. Niedługo potem usłyszał dziwny dźwięk dochodzący z garnka, wstał i podszedł do kuchenki. Wtedy rozległ się „huk”, zawór wyleciał z pokrywy, przemknął tuż obok jego głowy i rozbił szybę za nim. Pokrywka zagrzechotała, a wrzący płyn wylał się na zewnątrz. Co jednak dziwne, pokrywka opadła z powrotem na garnek i pozostała na nim luźno, jakby przytrzymywała ją niewidzialna ręka.

„To niesamowite, nie ma na to żadnego naukowego wytłumaczenia” – powiedział tata. „Jak to możliwe, że zawór zmienił kierunek i ominął moją głowę? Jak pokrywka mogła opaść z powrotem na garnek, skoro siła wybuchu działała w górę?” Wszyscy wiedzieliśmy, że Mistrz chronił mojego tatę. Dziękujemy, Mistrzu!

Po tych dwóch zdarzeniach tata zaczął poważnie zastanawiać się nad swoimi ateistycznymi przekonaniami.

Babcia uwierzyła w Dafa i otrzymała błogosławieństwa

Kiedy pewnego dnia we wrześniu 2021 roku zebraliśmy się na śniadanie, babcia nie wyszła ze swojego pokoju. Mama poszła jej powiedzieć, że śniadanie jest gotowe, a tata i ja czekaliśmy przy stole w kuchni. Wtedy usłyszeliśmy, jak mama krzyczy, i pobiegliśmy do pokoju babci. Leżała bokiem na łóżku, a nogi zwisały poza krawędź. Była blada i zmoczyła łóżko. Tata szturchnął babcię, próbując ją obudzić.

Mama zachowała spokój i powiedziała: „Powtarzajmy wszyscy: Falun Dafa jest dobre, Prawda–Życzliwość–Cierpliwość są dobre”. Powtarzaliśmy to wielokrotnie, prosząc Mistrza o pomoc. Tata sprawdził nos babci i stwierdził, że nie oddycha. Natychmiast wstał, by wziąć telefon i wezwać pomoc. Mama i ja wciąż powtarzałyśmy te pomyślne frazy w myślach. Wierzyłyśmy w Mistrza i w to, że babcia będzie dobrze. Babcia znała prawdę o Dafa i często sama powtarzała te pomyślne zdania.

W momencie, gdy tata łączył się z dyspozytorem, wydarzyło się coś cudownego – babcia wydała dźwięk i wypuściła długi oddech. Jej policzki nabrały koloru, a oczy się otworzyły. Oddychała powoli, ale równomiernie. To miłosierny Mistrz uratował moją babcię! Przyjechała karetka i zabrała babcię do szpitala. Lekarze stwierdzili, że miała udar.

Chociaż babcia przeżyła, nie mogła mówić ani poruszać lewą stroną ciała. W szpitalu wciąż powtarzała w myślach: „Falun Dafa jest dobre, Prawda–Życzliwość–Cierpliwość są dobre”. Następnego dnia była już w stanie mówić i poruszać ciałem oraz nogami. Lekarze byli zdumieni – mówili, że tak szybkie wyzdrowienie po udarze u pacjenta w wieku ponad 90 lat jest bardzo rzadkie. Babcia została wypisana po dwóch tygodniach.

Pewnego razu babcia nie miała wypróżnienia przez dwa tygodnie, więc mama puściła jej nagrania nauk Mistrza. Babcia powiedziała mamie, że zobaczyła wielkiego Buddę przechodzącego przez dach. Po wysłuchaniu trzech wykładów jej zaparcie ustąpiło.

Było wiele niezwykłych zdarzeń, a te to tylko kilka z nich. Cała nasza rodzina jest ogromnie wdzięczna za zbawienie i ochronę Mistrza. Słowa nie oddają naszych uczuć. Dziękujemy, Mistrzu!

Tekst oryginalny ukazał się w wersji anglojęzycznej na stronie en.Minghui.org dnia 22 lutego 2026 roku